Mam dwóch braci. Starszego o 6 lat Czarka oraz młodszego o 4 lata Wojtka.
Ostatnio Wojtek wypowiedział magiczne zdanie „Wiesz, siostra, w sumie, to ja mam naprawdę fajne rodzeństwo.” Właśnie. W sumie, to ja też mam naprawdę fajne rodzeństwo.
Czarek, matematyk, fizyk, tak zwana „tęga głowa”, kiedyś pracownik korporacji i biznesmen. Porzucił to wszystko, żeby wyruszyć w podróż za swoim przeznaczeniem. Duchowość pochłonęła go do tego stopnia, że na prawie rok został mnichem buddyjskim (mnichem buddyjskim można być siedem razy). Teraz, nie zdziwcie się, pracuje nad sztuczną inteligencją, jednocześnie w żadnym stopniu nie zaniedbując swojego rozwoju duchowego.
Wojtek, niezwykle inteligentny, z pamięcią, którą niejeden by mu pozazdrościł. Pasjonat historii i samochodów, z naciskiem na samochody. W zasadzie, to zna chyba każdą markę i każdy model. Może o nich opowiadać bez końca. Do tego złota rączka. Jak jest potrzeba, to sam naprawi samochód, czy to osobowy czy wielkiego TIR-a. Zawsze marzył, żeby zostać kierowcą ciężarówki. I to marzenie spełnił. Pamiętam, jak wiele lat temu, pierwszy raz jechał tym wielkim ciągnikiem za granicę. Ile on miał wtedy obaw… Ale pokonał strach. Pojechał. Teraz to dla niego pestka.
Każdy z nas jest inny, ale każdy z nas chce osiągnąć w życiu to samo – lepsze życie.
Najpierw w kierunku świadomego życia zaczął iść Czarek. Może dlatego, że starszy. My z Wojtkiem patrzyliśmy wtedy na niego z lekkim zdziwieniem, delikatnie mówiąc.
Potem mnie zaczęło coś w życiu uwierać i zaczęłam szukać sposobu, żeby to moje życie było szczęśliwsze i żeby po prostu było moje.
Teraz przyszła kolej na Wojtka. Już nie chce iść ścieżką, którą wydeptywał przez tyle lat. Chce zmienić kierunek, zaryzykować. Wierzy, bo już widzi i czuje, że nowa droga prowadzi w kierunku lepszego, bardziej świadomego życia.
Jest nas troje, wychowywaliśmy się w jednej rodzinie, jesteśmy rodzeństwem, a każdy z nas jest inny, każdy z nas jest wyjątkowy. Teraz to wiem. Kiedyś, mimowolnie, próbowałam wpływać na ich życie, dyskutować z ich wyborami, niekoniecznie mówiąc im to otwarcie, ale przez moją głowę nieraz przeszła mi myśl „Co on robi??? Ja bym tak w życiu nie postąpiła!!! Przecież to nie jest dobry wybór dla niego!!!”. A przecież to ich życie, ich wybory. Najważniejsze, że nie krzywdzą siebie ani innych, więc idą tam, gdzie ich serce i marzenia poniosą.
Jest jeszcze jedna rzecz, nad którą ostatnio się zastanawiałam (wiecie, na kursie „Lepsze życie” przerabiamy temat komunikacji) – dlaczego w kontaktach z bliskimi na tak wiele sobie pozwalamy? Czasami podśmiechujemy się pod nosem, czasem wręcz otwarcie, krytykujemy ich wybory, rozmawiamy z nimi z pozycji wszechwiedzącego, jesteśmy uszczypliwi nie zastanawiając się, czy ich czasami nie ranimy. Postępując w ten sposób, doprowadzamy do tego, że tak naprawdę ich nie znamy. Znamy tylko SWOJĄ wersję ICH życia. Dlaczego do obcych mamy dystans, a do bliskich niestety nie. A przecież to na dobrych relacjach z najbliższymi powinno nam najbardziej zależeć.
Och, jak fajnie, że jestem coraz bardziej świadoma.
Braciszkowie, Wojtusiu i Czarusiu, powiem Wam, że tak, naprawdę mam fajne rodzeństwo!!!
Na zdjęciu mój Brat jako mnich. Jeśli kogoś interesuje medytacja, energia tkwiąca w nas i we wszechświecie, duchowość i życie mnicha, zapraszam na stronę Czarka https://www.facebook.com/cezariusz.platta. Dowiecie się wielu naprawdę ciekawych rzeczy.
Dołączyłabym z chęcią namiary na Wojtka, ale Wojtek, nie wiedzieć czemu, nie wychodzi ze swoją pasją do świata. A tyle fajnych rzeczy mógłby przekazać… No ale ja, świadoma siostra, przecież nie będę mówiła mu co ma robić…