Życie nie jest równiną

Wybraliśmy się dzisiaj z moim mężem w nasze najukochańsze miejsce na Ziemi, do Kotliny Kłodzkiej. Weszliśmy na Szczeliniec, żeby trochę rozruszać serce i mięśnie. Nagrodą było pyszne śniadanie z piękną panoramą gór przed oczami. Potem były smakowite lody w Nowej Rudzie i wizyta u znajomych artystów w Sokolicy. Pani Małgosia robi przepiękne postacie z filcu, a Pan Michał wykonuje rzeźby z metalu. Kolejną częścią wycieczki był spacer po Wzgórzach Włodzickich. Jeśli pisałam, że Kotlina Kłodzka, to nasze najukochańsze miejsce na Ziemi, to z kolei Wzgórza Włodzickie, to najukochańsze miejsce w Kotlinie Kłodzkiej. Gdzie nie sięgnąć wzrokiem, to góry, górki i pagórki, piękne górskie łąki, mnóstwo zielonej trawy i lasów. I ten spokój. Ta cisza. W zasadzie tylko my i natura. Tak właśnie ładujemy nasze baterie.

Ale nie tylko o tym chciałam napisać. Znowu będzie długo.

Wchodząc na Wzgórza Włodzickie, trzeba się trochę powspinać. Niewiele, bo niewiele, ale oddechu czasem może zabraknąć. Mój mąż, chcąc dodać mi otuchy, mówił, „O, tam już szczyt górki i będzie równo”. I co się oczywiście okazywało, dochodziliśmy na wierzchołek, kilka metrów równiny, a potem znowu pod górkę. Oczywiście sytuacja powtarzała się kilka razy. Ja za każdym razem miałam nadzieję, że to już, że już będzie łatwo. I było. Przez chwilę. A potem schemat się powtarzał. Ale za to jaką przyjemność odczuwaliśmy, gdy pokonywaliśmy każdy ten niełatwy odcinek, każde wzniesienie. A im wyżej wchodziliśmy, tym widoki były piękniejsze. I taki był nasz cel. Wypocząć w ruchu i nasycić się pięknem przyrody.

Ta sytuacja skłoniła mnie do refleksji. Ta nasza wycieczka jest jak życie. Życie każdego z nas. Liczymy na to, że będzie prosto, łatwo i przyjemnie, a tak niestety, a może „stety”, nie jest. Zawsze są górki, pod które trzeba podejść, potem jest kawałek równego terenu, tak dla odpoczynku i znowu kolejne wyzwanie. I tak w kółko, przez całe życie. Te wyzwania są oczywiście u każdego inne, zależne od wieku, sytuacji rodzinnej, stanu zdrowia i wielu innych czynników. Są one czasami łatwiejsze, innym razem wymagają od nas większego zaangażowania. Ale dajemy radę, a z każdym pokonanym wyzwaniem jesteśmy coraz silniejsi. Kiedyś usłyszałam, że człowiek ma na swoich barkach tyle, ile może unieść. Ni więcej ni mniej. Może to i prawda. Wydaje nam się często, że już więcej nie damy rady, a gdzieś jednak znajdujemy siłę, idziemy wytrwale pod tę naszą górkę. I dajemy radę.

Gdzie jak gdzie, ale w górach człowiek naprawdę czuje, że jest taki maluczki w porównaniu ze wszechświatem, a ma jednak w sobie tak wielką moc, tak wielki potencjał.

Bardzo długo uważałam, że chyba coś mi się w życiu nie poukładało, skoro ciągle brakuje mi spokoju, tej równiny. W moim życiu było tak jak na wzórzach, już kilka razy na nich byłam, wiedziałam, że jest górka za górką, a naiwnie wierzyłam, że już za kolejną na pewno będzie łatwo. W życiu też ciągle oczekiwałam, że jak tylko to zrobię, tamto się skończy, i jeszce to się ułoży, to już na pewno będzie cały czas sielanka. I co? I nic. Dopiero niedawno uświadomiono mi, że ŻYCIE NIE JEST RÓWNINĄ i nie ma co liczyć, że nią będzie. A co najważniejsze, dobrze, że właśnie tak jest. Nie ma monotonii, która nie robi dobrze żadnemu z nas. I stała się magiczna rzecz, ja się uspokoiłam.❤️😍🥰😃

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *