To nie ja, to on !!!

Ostatnio byłam świadkiem takiej rozmowy :

Szef mówi do pracownicy :
– Pani Zosiu, prosiłem, żeby zrobiła to Pani w taki, a nie inny sposób. Tak, jak było to zrobione w poprzednim miesiącu. A teraz wszystko trzeba poprawiać. 
– Oj, to SIĘ nie zrozumieliśmy.

Czy rozumiecie „SIĘ NIE ZROZUMIELIŚMY”. 

Nie było :

– Oj, faktycznie, nie zrozumiałam.
– Oj, faktycznie, zapomniałam.
– Oj, faktycznie, mogłam się dopytać, żeby dobrze zrobić.

Kolejna rozmowa:

Szef mówi do pracownicy :
– Pani Basiu, powiem szczerze, czego innego się spodziewałem jeśli chodzi o pani wiedzę. Napisała pani w CV, że skończyła pani kurs z rachunkowości, a pani nie radzi sobie z księgowością uproszczoną. Nie zna pani podstaw.
– Ale ja właśnie napisałam w CV, że skończyłam kurs pełnej księgowości, a nie uproszczonej. Pełną to znam.

Dla niewtajemniczonych, to tak, jakby murarz powiedział, że on, to się uczył stawiać rezydencje, a nie zwykłe garaże. Czyli dla niego nie jest ważne, że nie wie co to jest cegła, jak wygląda, do czego służy. Nie ważne, że nie wie, co to jest zaprawa i że trzeba tę cegłę i zaprawę użyć, żeby postawić mur, czy to budując rezydencję, czy zwykły garaż.

A kto nie powiedział chociaż raz w życiu:

– Tyję od powietrza. – zamiast – Powinnam ograniczyć podjadanie, bo odkłada mi się na boczkach.
– Boli mnie wątroba. Chyba muszę pójść do lekarza. – zamiast – Za dużo jem smażonego, a od tego boli mnie wątroba. Powinnam zmienić dietę.
– Nie mogę się z niczym wyrobić. Tyle mam pracy. – zamiast – W tym tygodniu poluzowałam sobie w pracy. Nie robiłam wszystkiego na bieżąco i wiadomo, to się skumulowało. Od teraz będę systematyczna. Nie będę odkładać pracy na później, bo potem niepotrzebnie się stresuję.
– I moje ulubione u dzieci – Mamo, nie tylko ja dostałem jedynkę!!!

A te wszystkie „się”:

– zbiło się, 
– wylało się,
– ubrudziło się,
– zgubiło się, itd….

Zauważcie, ile razy próbujemy umniejszyć swoją winę, albo w ogóle mamy podejście typu „wszystko czy wszyscy, ale na pewno nie ja”. 

Dlaczego tak się dzieje. Dlaczego, nie potrafimy stanąć przed faktami i wyciągnąć z nie najlepszej sytuacji wniosku. Nauczyć się czegoś. Być szczerym, nie tylko w stosunku do innych, ale najważniejsze, w stosunku do siebie. Przecież mamy prawo do popełniania błędów, do mylenia się, do podejmowania niedobrych decyzji, faktycznie do niezrozumienia.

I nie chodzi tu o to, żeby zawsze szukać winy w sobie. O, co to, to nie. Ja tak miałam. I powiem Wam  szczerze, takie nastawienie bardzo utrudnia życie. A co najważniejsze, bardzo obniża poczucie własnej wartości. Szczególnie w pracy, w zasadzie za każdym razem, gdy na przykład klient miał wątpliwości, co do prawidłowości moich wyliczeń, to pierwsze co przychodziło mi do głowy „Pewnie coś źle zrobiłam”. Oczywiście okazywało się, że wszystko było w porządku, ale co przez moją głowę i serce przeszło, to szkoda gadać.

Wracając do postawy „To nie ja, to on”, wydaje mi się, że lepiej odważnie przyznać się, że faktycznie, coś mi nie wyszło, ale będę starała się, żeby taka czy inna sytuacja nie miała  już miejsca. Przecież każdy się myli. Nie ma ludzi, którzy robią wszystko idealnie, bez zarzutu. To jaki to wstyd, że i nam się zdarzyło? Może i nie jest to przyjemne, no ale cóż. Takie jest życie. Gdy jesteśmy szczerzy wobec innych, a zwłaszcza wobec siebie, to całkiem inaczej będą nas widzieć wszyscy dookoła, a my sami będziemy do siebie mieli ogromny szacunek. A poza tym, dostrzegając swoje niedoskonałości, mamy możliwość ulepszać swoje życie.

Oczywiście inna sprawa jest wtedy, gdy nie wyciągamy wniosków z tych naszych pomyłek. Nie staramy się czegoś nauczyć. Tylko z uporem twierdzimy „Przecież to nie ja, to wszystko przez te okoliczności”. Oj, wtedy to nie jest fajnie. Na pewno nie będziemy się rozwijać, nie będziemy wzmacniać swojego charakteru, nie będziemy przychylnie przyjmowani przez otaczających nas ludzi, a w konsekwencji na pewno odbije się to na naszym poczuciu własnej wartości i zachwianiu spójności wewnętrznej.

To wszystko, według mnie, ma też głębsze podłoże. Nie potrafimy, nie umiemy lub nie chcemy brać odpowiedzialności za swoje decyzje, swoje wybory, swoje działania. Tak, jakbyśmy nie byli świadomi, że każdy nasz ruch, ma swoje konsekwencje. Dobrze, jak konsekwencje są takie, jakich się spodziewaliśmy. Ale bywa też tak, że nasze oczekiwania były inne, niż to, co się w rzeczywistości wydarzyło. No i co wówczas? Wówczas musimy wziąć odpowiedzialność za położenie, w jakim się znaleźliśmy i wyciągnąć z tego wnioski. Wzięcie odpowiedzialności, za decyzje, jakie wcześniej podjęliśmy, jest początkiem naszego lepszego, świadomego życia.

W książce „Sekret wędrowca. Siedem najważniejszych decyzji twojego życia”, autor Andy Andrews przepięknie mówi o odpowiedzialności:

„Gdy stanę przed okazją do podjęcia decyzji, podejmę ją. Mam świadomość, że Bóg nie stworzył mnie nieomylnym, dał mi jednak zdolność do podejmowania decyzji i korygowania błędnych wyborów.”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *