Od jakiegoś czasu doskonalę się w pozytywnym myśleniu, mówieniu i nastawieniu do życia. Powiem szczerze, że jeszcze nie zawsze mi to wychodzi. Czasami daję się wciągnąć w dyskusje, które dla mojego samopoczucia nie kończą się zbyt dobrze.
Ostatniej niedzieli, przed naszym urlopem, wybraliśmy się z moim mężem na poranny spacer. Rozmawialiśmy o naszych planach na wakacje, co będziemy robić, co dobrego zjemy, jak będziemy wypoczywać, gdzie będziemy jeździć rowerem, z kim się spotkamy i w ogóle jak będzie super. Byliśmy tak pozytywnie nastrojeni, że poszliśmy dalej niż zamierzaliśmy, poszliśmy w rejony, których nie znaliśmy, a które zawsze nas ciekawiły. Byliśmy naprawdę naładowani pozytywną energią.
I tak przeszliśmy większość trasy, a mój mąż, w pewnym momencie, zadał mi pytanie „A pamiętasz co było tydzień temu na spacerze?”
Najpierw nie skojarzyłam o co Markowi chodzi. Ale po chwili, tak, przypomniałam sobie.
Opowiem Wam co było tydzień temu.
Zaczęło się podobnie, czyli … wybraliśmy się na spacer. W pewnym momencie, w zasadzie na samym początku naszej drogi, mój mąż zaczął: jaki to krótki mamy urlop, kilka dni, takich wyrwanych, mamy już po pięćdziesiąt lat, a nawet urlopu nie możemy sobie odpowiedniego zorganizować, zawsze tylko kilka dni, co za życie, co za firmę mamy, że nie możemy się od niej oderwać. A w ogóle, na urlop do mamy? Inni wyjeżdżają gdzieś dalej, biorą po kila tygodniu urlopu, wypoczywają, a my nie dość, że krótko, to jeszcze ciągle pod telefonem. I tak dalej, i tak podobnie.
W pewnym momencie, ale niestety dopiero pod koniec drogi, powiedziałam do męża z wyrzutem, że tym narzekaniem zepsuł nam cały spacer, że żałuję, że w ogóle na niego poszłam. Do siebie też miałam żal, że tyle ze sobą pracuję, a dałam się wciągnąć w taką niefajną dyskusję.
Okazało się, że nie tylko spacer mieliśmy nieudany, ale w ogóle cały dzień.
Zobaczcie, opisałam dwa zdarzenia, które, nie licząc przesunięcia w czasie, odbyły się w tym samym miejscu, dotyczyły tego samego tematu, nawet pogoda była podobna. I co? Chyba każdy zauważył, że odpowiednie, pozytywne nastawienie, do tego co nas spotyka czy co sami sobie organizujemy, całkowicie inaczej nastraja nas do życia, dodaje całkiem innej energii, świat widzimy w całkiem innych barwach.
Starajmy się, nawet gdy wpadamy w nieodpowiedni nastrój, podnieść stan naszej energii na wyższy poziom. Nie dajmy się wplątać w dyskusje dla nas nieodpowiednie, zmieńmy temat, czy znajdźmy argumenty przemawiające za tym, że to, na co się teraz decydujemy, jest dla nas w tym momencie najlepsze. Zmieńmy nastawienie na pozytywne, a gwarantuję, będzie nam o wiele lepiej się żyło. A jak nam, to i oczywiście, wszystkim, z którymi mamy do czynienia. Nasza dobra energia na pewno wpłynie na pogodny, pozytywny nastrój naszego otoczenia.
A dzisiaj, jak piszę ten tekst, jesteśmy na wakacjach u mamy. Po krótkiej drodze, trwającej około czterdziestu minut, czekało na nas pachnące, cieplutkie ciasto z rabarbarem i truskawkami. W ciągu tych kilku dni już zdążyliśmy zjeść placuszki ziemniaczane, botwinkę i inne pyszności, które były w planach. Codziennie, po porannym spacerze, idziemy po świeże pieczywo do pobliskiej piekarni. Naprawdę dbamy o nasze podniebienia… Każdego dnia są przynajmniej dwa spacery wśród pól i łąk. Jest codzienna przejażdżka na rowerze. Jest też czas na rozmowy i czytanie.
I co chwilę wyrażamy wdzięczność „Jak dobrze, że przyjechaliśmy tutaj na wypoczynek. To jest naprawdę to, co lubimy najbardziej i to, co nam w tej chwili było najbardziej potrzebne”.
Poniżej kilka zdjęć z naszych wakacji u mamy.






Piękne i prawdziwe. Czasem nie doceniamy spraw najprostszych. Niby, tak niby, tęsknimy za czymś „większym” a potem okazuje się, że to te „małe” sprawy dają nam najwięcej radości.
A skomentować rzeczywistość niezbyt pozytywnie zdarzy się każdemu. Najważniejsze, żeby to zauważać. Dziękuję Joasiu.
Właśnie tak odczuwam, jak wybiorę tę „małą rzecz”, tę niedocenianą, ale najlepszą dla mnie. Wtedy jestem taka szczęśliwa, że nie uległam innym pomysłom. Jeszcze, co prawda, muszę odganiać się od myśli, że inni wybierają inaczej, że inni mają inaczej. Jednak całe szczęście, że w zasadzie im nie ulegam, tylko wybieram co moje. Mam nadzieje, że kiedyś w ogóle nie będę się zastanawiała nad „trendami” panującymi wśród innych, jeśli będę wiedziała, że dla mnie one nie są dobre, że nie są zgodne z tym, czego ja potrzebuję.
Iwonko, zauważ, że już nie tylko ja widzę, że trzeba inaczej postępować w życiu, żeby być szczęśliwym, ale również Marek to zauważa. Miałaś rację, trzeba innym dawać przykład zmiany swoją osobą, a pójdą naszym śladem.
Asiu, to jest dokładnie to, co przeżywam!!!!! Też tak mam: pamiętam o swoim pożądanym poziomie wibracyjnym, ale czasami gdzieś mi to pada i zaczynam „po staremu” myśleć i działać. Na szczęście krótko to trwa♥️
Przepięknie macie, tam u Mamy♥️
Ewuniu, nawet nie wiesz, jak ja się cieszę z tej zmiany u siebie, że właśnie zauważam i mogę ponownie wejść na właściwą ścieżkę.Fajnie mamy, że już to umiemy.
A tak, u Mamy jest pięknie – pola, lasy, jeziora i oczywiście komary – dla każdego coś fajnego.
Widoki bajeczne …ja też uwielbiam takie klimaty 🙂
Tak, widoki bajeczne. Zawsze mam dylemat, które zdjęcie umieścić, ile ich umieścić, bo chciałabym wszystkie…
I za każdym razem, jak widzę takie krajobrazy to się zachwycam, nie mogę się napatrzeć. A jaki dobry wpływ mają na mój nastrój, na moją dobrą energię.
Polecam wszystkim obcowanie z przyrodą. Jeszcze nie słyszałam, żeby komuś to zaszkodziło, a korzyści…to chyba każdy odczuwa (no chyba, że pogryzą go latem komary, no, ale takie są uroki lata).
Ach te piękne Krośnieńskie łąki, nastrajające do dobrego nastroju i refleksji, jaki świat jest cudowny gdy tylko pozwolimy sobie na zauważanie tego 🙂
Tak właśnie jest. Trzeba zauważyć, nasycić się i oczywiście być wdzięcznym, że mamy taką możliwość i że natura nam takie cuda udostępnia.