Powiem szczerze, treść odcinka bardzo mnie zaskoczyła. Dodam, że pozytywnie zaskoczyła.
Otóż, spoglądając na temat podcastu i zamieszczonego przy nim zdjęcia dwóch roześmianych chłopców o różnym kolorze skóry, nie przypuszczałam, że Iwonka Majewska-Opiełka skupi się w nim na akceptacji prawa do własnego życia naszych najbliższych. Zakładałam, że będzie w nim mowa o szeroko rozumianej tolerancji społecznej.
To zawężenie do grona najbliższych, szczególnie naszych dzieci, bardzo mi pasowało. To temat, jakby skierowany do mnie.
Gdy Iwonka Majewska-Opiełka zaczęła czytać fragment swojej książki „Droga do siebie”, to miałam wrażenie, że czyta o moich emocjach, o moim zachowaniu wobec dzieci.
Przyznam się, że ja też tak mam, a może kiedyś miałam bardziej niż dzisiaj. Chciałam mieć wpływ na życie moich dzieci, na podejmowane przez nich decyzje. Chciałam, żeby te decyzje były zgodne z moimi wartościami, z moją wizją dobrego życia. Chciałam po prostu, żeby im było łatwiej. Ja przecież miałam już doświadczenie i moje „dobre rady” mogły im pomóc przejść przez życie bez „niepotrzebnych” niepowodzeń.
Trudno mi było zrozumieć i zaakceptować, że dzieci mogą mieć własne zdanie, że mogą chcieć inaczej żyć. I to nie było tak, że mówiłam „Albo zrobisz tak, jak ja chcę, albo wcale.” Nie, tak nie było. Ale były sugestie, było kilkukrotne „Zastanów się” i wiele innych zachowań, które wskazywały, że wolałabym, żeby to moje dziecko zrobiło to, co miało zrobić, tak jak ja to widzę, a nie tak jak ono.
Jeszcze dzisiaj, jak któryś z moich synów powie mi, jaką decyzję podjął, to wyrywa mi się coś w stylu „Naprawdę? A jak ty sobie z tym poradzisz? Przecież to kłopot!”. Ale zaraz się reflektuję i mówię na przykład „To twoje życie, twoja decyzja. Ty wiesz najlepiej, co jest dla ciebie dobre. Ty będziesz musiał dać sobie z tym radę.”
No, ale niestety, jeszcze mi się wyrwie i jeszcze zdarza mi się, że długo nie mogę przestać myśleć o tym, jak im będzie się szło tą drogą, którą wybrali.
Żeby jakoś nauczyć się żyć z tym, że dzieci same decydują się na to, co dla nich jest dobre, pomaga mi myśl, że przecież są dorośli, że jakoś muszą w tę dorosłość wejść, że przecież każdy musi przejść lekcje życia. Zresztą, przechodzimy je przecież wszyscy przez całe życie. Przypominam sobie, że ja też w pewnym momencie przestałam pytać się rodziców o zdanie, tylko robiłam to, co uważałam za słuszne. A najważniejsze, powtarzam sobie, że każdy ma prawo do własnego życia, jakie by ono nie było. Pod warunkiem oczywiście, że swoim postępowaniem nie wyrządza szkody innym.
Ponadto, zawsze mam nadzieję, że jeśli okaże się, że dzieci będą potrzebowały faktycznie naszej pomocy czy rady, to się po prostu o nią do nas zwrócą.
Jest jeszcze jedna rzecz, którą wyniosłam z tego odcinka. Iwonka Majewska-Opiełka powiedziała, że „Niektórzy ludzie są mało tolerancyjni z powodu nadmiernie rozwiniętego poczucia odpowiedzialności”.
Już od dosyć dawna wiem, że pozwolenie dzieciom na własne zdanie, na decydowanie o własnym losie, wiąże się z umiejętnością akceptacji. Nie sądziłam jednak, że może mieć na to wpływ nadmiernie rozwinięte poczuciem odpowiedzialności. I wydaje mi się, że tak jest ze mną. Chciałabym mieć wpływ na wszystko, co w jakimś, nawet najmniejszym stopniu, mnie dotyka. I to nie dotyczy tylko tego, co dzieję się z moimi najbliższymi, ale w ogóle ze wszystkim, z czym mam w życiu do czynienia.
Polecam wszystkim. Posłuchajcie tego odcinka. Nawet, jeśli macie małe dzieci i myślicie, że Was to nie dotyczy, to uwierzcie, dotyczy. Nauka tolerancji, akceptacji, jeśli zaczyna się już w momencie, gdy dzieci są małe i dotyczy ich „małych” decyzji, zaowocuje prawidłową postawą rodziców w chwili, gdy ich duże dzieci będą podejmowały „duże” decyzje.