„Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma…” Tak sobie śpiewałam, wycierając z kurzu moje przedwojenne filiżanki. Tak, to jest jeden z moich bzików. Przedwojenna polska porcelana i przedwojenne polskie platery. Szukałam ich na allegro, ebay, olx, na targach staroci. Kupowałam na ten temat książki, znajdowałam informacje w internecie. Ta moja pasja ma w tej chwili inną formę, już mniej zakupową. Ale moje serce zawsze mocniej bije, gdy zobaczę coś pięknego. A co najważniejsze, mam wielką przyjemność oglądania we własnym domu efektów swojego hobby.
Dlaczego o tym piszę? Otóż jakiś czas temu słuchałam rozmowy Iwonki Majewskiej-Opiełki z Zuzanną Mikołajczyk. Padło tam określenie „rodzica ciekawego dla dziecka”. Pierwsza moja myśl „No fajnie, znowu rodzic musi być jakiś.” Później oczywiście pomyślałam sobie, czy ja jestem ciekawa dla swoich dzieci? Przecież nie zwiedzam świata, nie pływam jachtem, nie wspinam się na wysokie szczyty, nie nurkuję,…
Ale zaraz, zaraz. Tak, to mało który rodzic byłby ciekawy dla swojego dziecka. Bo ilu z nas ma takie zainteresowania?
No właśnie. Co to znaczy „rodzic ciekawy dla dziecka”?
Według mnie każdy z nas jest w jakimś sensie ciekawy. Jest to często wynikiem pracy, jaką wykonujemy, ale też i naszych zainteresowań pozazawodowych.
Jeden i owszem będzie wspinał się na najwyższe szczyty Ziemi. Inny natomiast będzie pięknie szydełkował czy haftował. Jeszcze inny będzie z wielka pasją uprawiał swój ogródek, a w nim coraz to ciekawsze odmiany warzyw czy kwiatów. Inny, może nie będzie podróżował po świecie, ale będzie czytał wszelkie książki podróżnicze czy oglądał takie programy. I będzie mógł na ten tem opowiadać godzinami, jakby w każdym z tych miejsc był osobiście. Są też tacy, co uprawiają zioła, albo zbierają je o odpowiedniej porze dnia i pory roku. Potrafią z nich przyrządzić różne mikstury zdrowotne i kosmetyczne. Jeszcze inny z pasją uczy się języków obcych. Kolejny słucha muzyki poważnej. Jeszcze inny maluje obrazy. Nie sposób nie wspomnieć również o wędkarzach i oczywiście o pasjonatach sportu, zarówno w sensie uprawiania, jak i oglądania.
Jest jeszcze wiele innych bzików. Bzików, które przynoszą nam wielką radość, odprężenie, wiedzę, którą z chęcią dzielimy się z innymi i często dzięki temu zarażamy też innych tą naszą pasją.
Czy to wystarczy, żeby być interesującym dla dziecka? Nie wiem. Może tak, a może nie. Może warto coś jeszcze do tego dorzucić?
Świetnie byłoby jeszcze, gdybyśmy nie stanęli w miejscu, tylko starali się cały czas iść do przodu. Gdybyśmy poznawali nowinki technologiczne (z dziećmi pewnie pod tym względem nie wygramy, ale będziemy umieli i wiedzieli chociaż coś i oczywiście nam samym będzie o wiele łatwiej w życiu). Gdybyśmy interesowali się bieżącymi sprawami ważnymi dla młodych, ale też i dla nas, typu ekologia, ochrona praw zwierząt, zdrowe odżywianie. Gdybyśmy czytali, oglądali ciekawe filmy i programy. Gdybyśmy byli otwarci na to, co mówią młodzi, jakie mają zainteresowania. A wszystko to po to, żebyśmy byli dla siebie fajnymi partnerami do rozmów.
Im więcej mamy zainteresowań, im jesteśmy bardziej otwarci, tym, według mnie, jest lepiej.
Ale najważniejsze, my musimy być ciekawi sami dla siebie. Musimy rozwijać zainteresowania, które są faktycznie nasze, które nam sprawiają przyjemność, które nas odprężają, które przenoszą nas do innego świata. Nie powinniśmy oglądać się na innych, czy robić coś tylko dlatego, żeby być interesującym dla kogoś. Musimy po prostu robić to dla siebie. To nam ma przynosić radość i szczęście. A jak znajdziemy szczęście w tym co robimy, to na pewno będziemy ciekawymi, wartościowymi rodzicami dla własnych dzieci.
A tak dla poprawy humoru, piosenka, która zawładnęła moimi myślami:
https://www.youtube.com/watch?v=qaWtNwrKTpk