Pewnie każdy z nas wypowiedział kiedyś zdanie „Czułam się jak w niebie!!!”.
Uświadomiłam sobie, że często czuję się jak w niebie, albo jak kto woli, jak w raju na ziemi!!!
Czyż to nie wspaniale!!!
Pogoda w poprzednim tygodniu była bardzo kapryśna. Aura nie mogła się zdecydować, czy chce być sucha i słoneczna, czy może deszczowa, jesienna. Trzeba było mieć nie lada instynkt wędrowca, żeby zdecydować się na dłuższy spacer i nie zmoknąć. Generalnie prognozy były deszczowe. Co chwilę sprawdzaliśmy, czy może jednak coś się nie zmieni, bo w sobotę planowaliśmy wycieczkę do Łagowa. Niestety w piątek zrezygnowaliśmy z wyjazdu. Sytuacja zmieniła się z samego rana w sobotę. „Asia, nie będzie deszczu. Jedziemy. Bo wiesz, nie wiadomo, czy to już nie ostatni taki ładny weekend.” – takimi słowami obudził mnie mój mąż. Taka sytuacja powtarza się co roku. Zaczyna się u schyłku lata i trwa większą część jesieni. Czyli, zapewniamy sobie weekendowe atrakcje przyrodnicze, no bo wiecie, może już nie być tak ładnego weekendu tej jesieni. Weekendów ładnych jest oczywiście jeszcze sporo, no ale nigdy nie wiadomo…
I tak oto wyruszyliśmy w trasę.
Łagów leży około 70 km od Zielonej Góry. Największą jego atrakcją jest jezioro Ciecz. Bardzo duże, jak dla mnie, bo około 180 ha powierzchni i o maksymalnej głębokości około 60 m. Woda w nim jest niesamowicie czysta. Jak się na nią patrzy, to wydaje się szmaragdowa. Akwen ten jest rajem dla nurków, rowerzystów wodnych i takich samotnych wędrowców jak my. Jezioro jest położone na terenie Łagowskiego Parku Narodowego, w którym dużą część drzewostanu stanowią buki. Strome brzegi prawie w całości są zalesione. Wędrówki wokół jeziora to niesamowita przyjemność zarówno latem, bo mnóstwo przepięknej zieleni, jak i jesienią, bo buki cudownie się czerwienią. Po drodze spotykamy bardzo mało ludzi, natomiast, w zależności od pory roku – kaczki, łabędzie i czaple. I oczywiście mnóstwo dowodów pracy bobrów.
Dlaczego o tym piszę?
To już nie pierwsza nasza wędrówka wokół tego jeziora. Jednak za każdym razem jesteśmy pełni zachwytu nad tym, co widzimy. Drzewa stare, czasami powalone, częściowo zanurzone w wodzie, obrośnięte mchem i hubami. Splątane, splecione, po kilka wyrastających z jednego miejsca. Idealnie ze sobą współżyjące. Niesamowita ilość odcieni zieleni, która nas otacza. Nory. Obgryzione przez bobry drzewa. Czasami aż powalone, a czasami tylko posmakowane. Latające ważki i śpiewające ptaki. Szum drzew, a czasami cisza taka, jakbyśmy byli sami na świecie. Taka cisza to niesamowite uczucie. Aż dreszcze przebiegają po plecach. Spojrzysz, a na płyciźnie rośnie tatarak. Rosną też drzewa, częściowo jeszcze na brzegu, a częściowo już w wodzie. Niesamowite wrażenia robią też drzewa, które schorowane lub przewrócone przez wichury, pochyliły się nad wodą lub całkowicie w niej zanurzyły. Samo życie. Nic udawanego. Nic ustawianego. Po prostu cud.
Zobaczcie. Nie trzeba szukać cudów nie z tej ziemi. Przecież nasza ziemia tworzy cuda nad cudami! Jak się przyjrzysz, poczujesz, to dostrzeżesz raj na ziemi!
Niedawno słuchałam wykładu, w którym Iwonka Majewska-Opiełka mówiła o celebrowaniu życia. Celebrowanie życia, to między innymi otaczanie się i szukanie piękna, radości i powodów do wdzięczności w naszym codziennym życiu. Docenianie tego co mamy, co nas otacza. Zadbanie o to, żeby nasze życie sprawiało nam wiele pogody, żebyśmy czuli miłość i wdzięczność, żebyśmy zdawali sobie sprawę, że ważna jest każda chwila, a nie tylko ta jedna, konkretna, wyznaczona przez kalendarz.
W czasie, gdy słuchałam, o czym mówi IMO, zdałam sobie sprawę, że ja celebruję swoje życie. Czyż właśnie świadomy kontakt z przyrodą i okazywanie jej szacunku, to nie jest celebrowanie życia? Zachwyt nad jej pięknem, docenienie tego, co dzięki niej mamy – czy to nie jest celebrowanie życia? Wspólne wędrówki z osobą dla nas najważniejszą, wspólne patrzenie na cuda natury, wspólny podziw – czy to nie jest celebrowanie życia? Tak, to wszystko to celebrowanie życia. Ja swoje życie celebruję, w różny sposób, tylko nigdy tak na to nie patrzyłam. A teraz, gdy to sobie uświadomiłam, to od razu zrobiło mi się przyjemniej i od razu miałam ochotę jeszcze bardziej traktować wiele chwil w moim życiu jak święto.
Świętujmy! Każda chwila w życiu jest ważna. Im tych piękniejszych, docenionych będzie więcej, tym nasze życie będzie bardziej wartościowe, radośniejsze, spełnione.











Zachwycające. Zdjęcia, klimaty, tekst. Dziękuję.
Dziękuję Iwonko. Piękny krajobraz, to nie powiem, i zdjęcia piękne. W tym wypadku nie trzeba się dużo starć. A jaka przyjemność przebywania w takim otoczeniu…