Bałagan w głowie

Czy mieliście kiedyś wrażenie, że w Waszej głowie panuje niezły bałagan? Bałagan, z którym nie wiadomo co zrobić? 

Ja tak miałam. Ba, mam tak i teraz, chociaż już w trochę mniejszym stopniu.

A paradoks jest w tym, że według mnie, ten mętlik zaczyna się od uświadomienia sobie wielu spraw, z którymi nie wiadomo co zrobić, jak z nimi postąpić.

Tak przynajmniej było u mnie.

Ale nie, proszę, nie przestawajcie w tym momencie czytać tego tekstu i nie odchodźcie czasami od świadomego życia! Bo uwierzcie, z bałaganem w głowie jest jak z każdym innym bałaganem – jak się posprząta, uporządkuje, ułoży, to aż chce się żyć!!

Jako młoda osoba, wchodząca w dorosłość, żyłam, można powiedzieć,  z dnia na dzień. Nie to, że życie umykało mi między palcami, że nie było dobre, że ja byłam nieszczęśliwa, źle zorganizowana, czy że nic mnie nie obchodziło i nic mi nie wychodziło. Co to, to nie. Wręcz wydawało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.

Prawda jednak jest taka, że żyłam jakby intuicyjne, na tak zwanym autopilocie. Nad wieloma sprawami się nie zastanawiałam, wielu spraw nie zauważałam. 

Nie wiem z czego to wynikało. Z tego, że byłam młoda? A może z tego, że było mi dobrze i niczego nie trzeba było zmieniać?

Zastanawiam się, od czego taki mętlik w głowie się zaczyna? 

Zapewne od nadmiaru informacji.

A może od „rób tak”, aby za chwilę usłyszeć „nie rób tak”, a po jakiejś kolejnej chwili wrócić jednak do „rób tak jak poprzednio”.

A może od „musisz”! Musisz zrobić to, musisz kupić tamto, musisz mieć to, musisz taka być!!! Musisz, musisz, musisz…

A może od zdrowego trybu życia? Dieta taka, siaka czy owaka? Sport taki, siaki czy owaki?

A może od słów? Kiedyś wyznaczały jakąś wartość. Przykładowo, żeby być gwiazdą, trzeba było być kimś, coś osiągnąć. A teraz wystarczy raz czy drugi się pokazać, wyróżnić się w jakiś, najlepiej kontrowersyjny sposób i jest się gwiazdą. A jak już się gwiazdą jest, to można udzielać rad na prawo i lewo i to na wszystkie tematy. W mgnieniu oka zostaje się autorytetem.

A prawdziwe Autorytety, w tym gąszczu takich udawanych, niestety giną.

Tych informacji i rad, często sprzecznych ze sobą, jest tyle, że przysłowiowa głowa mała staje się faktycznie za małą głową.

Świat po prostu zwariował… A może ja jestem jakaś niedzisiejsza?

Jednak wśród tego gąszczu informacji kilka rzeczy skłoniło mnie do zastanowienia.

Nie pamiętam co było pierwsze?

Może minimalizm? Uświadomienie sobie, że za dużo kupuję rzeczy, które w zasadzie nie są mi potrzebne i nie sprawiają mi nie wiadomo jakiej radości. Chwila euforii i… pustka. Potem zalegało to po szafach, kątach. Zdarzało się, że ani razu nie użyte. 

Czy zaczęło się od ekologii? 

Czy może od praw zwierząt?

A może uświadomienia sobie nierówności społecznych, w tym nierówności w traktowaniu kobiet i mężczyzn. Nie mówiąc już o szeregu innych wykluczeń ze względu na kolor skóry, orientację seksualną, religię, sprawność fizyczną czy intelektualną czy po prostu inną inność. Obojętnie jaką.

Jak sobie z tym poradziłam? 

Na niektóre problemy odpowiedź jest jasna i prosta. Niektóre trzeba przemyśleć, uporządkować.

Sprawa minimalizmu – jak najbardziej, ale w moim wydaniu. Bardzo mi pomógł, czyli kupuję dużo mniej, o wiele bardziej zastanawiam się nad tym co kupuję, nie wyrzucam, tylko naprawiam, przerabiam (oczywiście jak się da). Ale na pewno nie zobaczycie u mnie pustawego mieszkania. Po prostu lubię otaczać się bibelotami, pamiątkami, przedmiotami, które sprawiają, że mój dom jest miejscem, w którym bardzo lubię przebywać.

Ekologia – wiąże się oczywiście z ograniczeniem zakupów, ale także z przejściem na dietę roślinną, segregacją odpadów, oszczędnością energii, wody.

Wykluczenia i równość – w zasadzie tutaj nie było czego uporządkować. Wiadomo po czyjej stronie stanę. Może nie pójdę na barykady, ale nie pozwolę, żeby przy mnie mówiono niedobrym językiem o kobietach, obcokrajowcach, niepełnosprawnych i innych wykluczonych. Nie pozwolę na niewybredne żarty czy brak szacunku. Ale też nie chcę, żeby w mojej głowie dominował obraz tylko i wyłącznie krzywd, jakie spotykają tych ludzi. Wierzę, że oni również mają swoje szczęścia. Tylko nikt nie chce o tym mówić, bo przecież cierpienie lepiej się sprzedaje. I tu kolejna moja decyzja – mniej informacji medialnych, a na pewno świadomy wybór tego co słucham, oglądam, czytam. Człowiek od razu czuje ulgę. A to co trzeba, to i tak do nas dotrze.

A co z resztą? Z tym, co nie jest tak oczywiste? Tu to trzeba pogłówkować, dobrze sprawy przemyśleć i się na coś zdecydować.

W tym wypadku bardzo pomógł mi samorozwój i właśnie świadome życie, moje życie. 

Dlaczego akurat samorozwój? 

Bo samorozwój zaczyna się przede wszystkim od poznania siebie, od przemyślenia, co dla mnie jest ważne, co lubię,  co mi przeszkadza, według jakich wartości chciałabym prowadzić swoje życie. I w konsekwencji, jak to moje wymarzone życie miałoby wyglądać. 

To nie jest łatwe. Trzeba bowiem zastanowić się nad sobą, porozmawiać ze sobą, przyznać się przed sobą do wielu spraw, o których w ogóle nie chcielibyśmy myśleć. Zrobić swego rodzaju rachunek sumienia.

Ale uwierzcie mi, jak człowiek to sobie poukłada, uświadomi wiele rzeczy, ustali plan działania, to poczuje wielką ulgę. 

Porządkowanie w głowie można śmiało porównać do generalnych porządków w domu. Najpierw, przynajmniej u mnie tak jest, powstaje wielki bałagan, a potem jest pięknie, czysto, przejrzyście. Aż chce się żyć w takim pięknym domu, gdzie wszystko ma swoje miejsce. 

Idąc dalej tym tokiem rozumowania – porządki trzeba robić systematycznie, takie mniejsze. Co pewien czas powiedzieć „sprawdzam” i faktycznie sprawdzać, czy nic nie chcemy zmienić, wyrzucić, czy po prostu na nowo ułożyć. Takie systematyczne porządkowanie pozwoli uniknąć wielkiego sprzątania, co jest czasochłonne i niezbyt przyjemne.

Pamiętajmy jednak, że ułożenie sobie wielu spraw w jakimś momencie naszego życia, wcale nie oznacza, że tak musi zostać na stałe. Nasze postrzeganie świata może przecież się zmienić, tak jak postrzeganie naszego domu i tego co chcemy w nim akurat teraz mieć. Warto więc weryfikować, co jest dla nas dobre dzisiaj. I niekoniecznie musi być to to, co było dobre wczoraj. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *