Kiedy ogarnia nas znudzenie…

Jak co dzień, wybraliśmy się z moim mężem na popołudniowy spacer. Te nasze wycieczki  najczęściej przebiegają bardzo podobnie. To znaczy mamy kilka tras w „naszym” lesie i w zależności od sił i ilości czasu, wybieramy drogę bardziej lub mniej wymagającą, dłuższą lub krótszą. Ktoś by powiedział nudy… Czasami i my tak odczuwamy. Ale jeśli tak się zdarzy, to staramy się jeszcze bardziej doceniać to, że mamy takie możliwości odpoczynku. Bo przecież mamy czas, mamy cudne, mało uczęszczane miejsca i mamy ciszę. Nic tylko wypoczywać i nabierać sił.

Tym razem postanowiliśmy pójść szlakiem pięknie przebarwiających się drzew, bo przecież na dworze jest polska złota jesień. Szkoda więc byłoby przegapić te wszystkie cuda, jakie ofiarowuje nam w tym czasie natura. Jednak jak wiecie, lasy w Polsce są głównie sosnowe, a sosna nie przebarwia się ani jesienią, ani żadną inną porą roku. Chyba, że choruje. Ale nie o takich sytuacjach i kolorach mówimy. Trzeba więc starannie wyszukiwać miejsca, gdzie na tle zielonych drzew iglastych można zobaczyć wielkie kolorowe plamy.

Szliśmy więc sobie wybranym szlakiem, co chwilę zatrzymując się, żeby nasycić się przepięknymi widokami. W pewnym momencie, nie  spodziewając się zobaczyć już innego koloru niż zielony, w oddali zauważyliśmy złocące się drzewa. Mój mąż, który jest dużo większym zwolennikiem zmieniania obranej drogi niż ja, rzucił hasło zmiany trasy. Ja już nauczyłam się nie protestować, chociaż często było tak, że ta inna, wybrana przez Marka trasa, do najłatwiejszych i najkrótszych nie należała. Ale wiedziałam też, że …

No właśnie… Skręciliśmy tylko kawałeczek w inną stronę, a naszym oczom ukazał się wspaniały widok – cudnie przebarwiona grupka drzew, a w dole maleńkie bajorko, pokryte glonami i liśćmi.  Gdzieniegdzie widać było wystające z wody stare konary drzew. Drzewa i krzewy pochylały się w kierunku wody. Teren całkiem inny niż lasy, które najczęściej spotykamy. Taki bardziej naturalny, bardziej dziki, nie naruszony przez cywilizację. Po prostu jak z jakiejś tajemniczej bajki…

Co tu ukrywać. Byliśmy zachwyceni. Takich widoków i takiej radości ze spaceru się nie spodziewaliśmy. 

Zresztą już nie pierwszy raz mieliśmy okazję przekonać się, że zmiana decyzji, zmiana kierunku, w którym odruchowo, z przyzwyczajenia idziemy, przynosi wiele fajnych, niezapomnianych wrażeń. Wiemy już, że nie warto zawsze iść utartym szlakiem, który znamy. Jak coś nas woła, coś zaprasza, to dlaczego nie spróbować. I co zauważyłam, że nowa droga sprawia też, że o wiele lepiej odpoczywam. Nieznany teren powoduje zwiększoną koncentrację, uważność, a tym samym odciąga mnie od myśli, które zaprzątają mi głowę. Dzięki nowemu otoczeniu i chęci poznania czegoś innego, zauważam też więcej fantastycznych, ciekawych rzeczy. W mojej głowie i duszy zostaje też mnóstwo pięknych wrażeń.

Powiedzcie, czy tak też nie jest w całym naszym życiu? Czasami trzymamy się tego, co znamy, bo tak jest wygodniej, bo tak jest łatwiej. Nie chcemy nic zmieniać, bo może się okazać, że ta zmiana niekoniecznie wyszła nam na dobre. A może jednak i coś fajnego nam ona dała, ale droga przez którą musieliśmy przejść, była kręta, wyboista i jeszcze miejscami pod górkę. A przecież po starej trasie mogliśmy iść z zamkniętymi oczami. I tak trwamy… I trwamy… Nawet wówczas jak nas ta nasza znana ścieżka już nuży, albo nie przynosi nam niczego dobrego, albo po prostu już jej nie lubimy, już nic w niej nie widzimy zachwycającego. Nie chcemy zmieniać, nie chcemy wychodzić ze strefy komfortu. 

Zapewne zgodzicie się ze mną, że takie podejście niczego dobrego nam nie przynosi. Nie poznajemy niczego nowego, nie rozwijamy się, mamy coraz mniej okazji do zachwytu. Stajemy się zgnuśniali, sfrustrowani, niezadowoleni. Mało w nas radości. A nawet często zadajemy sobie pytanie „Czy tak już będzie zawsze?”, „Czy nic ciekawego mnie już w życiu nie spotka?”.

Ależ spotka! Tylko po prostu zatrzymaj się, odwróć się na pięcie i zawróć. Czy szliście kiedyś dobrze znaną Wam trasą, ale w przeciwnym kierunku? Jak dla mnie – jest to niesamowite wrażenie. Jakbym nigdy tędy nie szła. Wręcz czasami zatrzymuję się, żeby ustalić, gdzie jestem. Jakbym była w całkiem nowym miejscu. A ile ciekwaych rzeczy zauważam po drodze.

Ale dobrze. Czy trzeba od razu zawracać? Oczywiście, że nie. Można przecież leciuteńko skręcić w prawo czy lewo. Zobaczycie, ile nowych, interesujących rzeczy napotkacie na tej innej dla Was drodze. Może znajdziecie dla siebie jakąś pasję, a może odkurzycie starą, a może wymyślicie coś fajnego, co sprawi, że na nowo polubicie swoją pracę. Może otworzą się przed Wami całkiem nowe możliwości. Bo przecież, jeśli my jesteśmy otwarci na nowe, to wszystko będzie nam sprzyjać. Wszechświat nam będzie sprzyjać. 

Tylko trzeba się odważyć. Trzeba chcieć. Trzeba się otworzyć.

Naprawdę wiem, co mówię. 

Kiedyś, jak słyszałam, że mam zejść z mojej utartej ścieżki, to nie byłam zbyt szczęśliwa. Zresztą nadal nie za bardzo lubię zmiany. Ale teraz, jak wiem, że coś mi przeszkadza, coś nie do końca jest dobre dla mnie, to przynajmniej próbuje to zmienić. Staram się też przełamywać w sobie jakieś opory, lęki i otwierać się na nowe możliwości. Czy myślicie, że rok temu pisałabym do Was, czy publicznie opowiadała o sobie lub wyraziła swoją opinię? Odpowiedź jest jedna – nie. Ale teraz jestem szczęśliwa, że się odważyłam. Dzięki temu odnalazłam swoją pasję i nie myślę już, że moje życie jest nudne i nic w życiu już mnie ciekawego nie spotka. Bo wiem, że spotka, że sama będę tego szukać. Już szukam.

Na koniec powiem Wam, że codziennie przechodziliśmy koło naszego nowego, bajecznego miejsca. I tak się zastanawiam, dlaczego dopiero teraz je odkryliśmy? Czy nie chcieliśmy zmieniać trasy, bo stara była wygodna? Czy byliśmy mało ciekawi otoczenia, bo wydawało nam się już dokładnie poznane? A może po prostu nic nas nie wołało z tego cudnego miejsca? Hmm… Ciekawe…

A poniżej kilka zdjęć z naszego jesiennego spaceru.

4 thoughts on “Kiedy ogarnia nas znudzenie…

  1. Asiu, nie dość, że ciekawie piszesz, to robisz też bardzo ładne zdjęcia!
    Dziękuję za świetny tekst. Zgadzam się z tym, żeby wychodzić ze strefy komfortu, ale że jak w niej jestem to gnuśnieję… to nie mogę się z tym zgodzić♥️.
    Lubię być w komforcie: pracować, tworzyć i doświadczać.
    Lubię też iść w drugą stronę, niż zazwyczaj, bo to, co spotykam jest nowe i ciekawe♥️.

    1. Ewciu, dziękuję Ci bardzo. Ewuniu, ja też lubię przebywać tam, gdzie jest mi dobrze, gdzie czuję się bezpieczna. Ale wydaje mi się, że do każdego obszaru naszego życia możemy mieć różne odczucia. I chodzi mi o te obszary, o te momenty w życiu, gdy czujemy, że nie jest nam zbyt dobrze, a z wygody i przez obawy, nic z tym nie robimy. Podobnie jest, gdy chcę czegoś nowego spróbować, to muszę się odważyć i zrobić krok w nowe, nieznane❤. Inaczej się raczej nie da. Chyba, że ja o czymś nie wiem i są jakieś tajemnicze sposoby. Może Ty coś wiesz? To podpowiedz.

  2. Trafne przemyślenia i miło się czyta jak to przedstawiasz. Cieszę się , że odważyłaś się pisać , bo ja czuję tę radość w Twoich wpisach. Zgadzam się też z przedstawionymi przemyśleniami i również z dnia na dzień przekonuję się, że wyjście ze strefy komfortu może nas doprowadzić do „zachwytu”☀️

    1. Aniu, dziękuję bardzo. Powiem szczerze, że jeśli chodzi o „wychodzenie ze strefy komfortu”, to zrobiła się z tego niefajna sprawa. Bo gdzie nie przyłożysz ucho, to słyszysz „musisz wyjść ze strefy komfortu”. A to przecież nie o to chodzi. Bo wiemy, że nic nie musimy. Ja uważam, że tam, gdzie jest mi dobrze i nie mam potrzeby zmiany, to zostaję. Ale jak chcę się rozwijać albo coś mi przeszkadza, to warto jednak się odważyć i coś zrobić, coś zmienić. Takie siedzenie w „ciepełku” może jest i przyjemne, ale może nas wiele fajnych, dobrych spraw ominąć. Tak jak piszesz, ten odważny krok może nas doprowadzić do zachwytu. I to jest wspaniałe.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *