Czy warto ze sobą dyskutować?

Ostatnio uczestniczyłam w wykładzie na temat psychologii pozytywnej w zdrowiu. Temat bardzo ciekawy, bo przecież dobrze jest wiedzieć, jak nasze odpowiednie nastawienie, odpowiednie podejście do siebie, zagwarantuje nam zdrowie, albo pomoże przetrwać w momencie choroby. 

Psycholożka, która prowadziła wykład, zaczęła omawiać przyczyny braku naszej wytrwałości w jakimś postanowieniu. Ooo i tu zaczęła się dyskusja. Bo przecież każdy z nas zapewne doświadczył rezygnacji z czegoś, czego się podjął.

Bo co tu zrobić, żeby chciało się tak bardzo, jak bardzo się nie chce – znacie to? Ja znam.

Podczas dyskusji padło wiele pomysłów, dlaczego nie potrafimy wytrwać w postanowieniu i co zrobić, żeby jednak danej obietnicy dotrzymać. 

Jedna z koleżanek powiedziała, że zawsze, jak ma coś zrobić, a nie ma na to ochoty, np. pójście na basen, to przypomina sobie, jak dobrze się czuła poprzednim razem, gdy już popływała, gdy rozruszała swoje ciało. Jaka była z siebie dumna, jaka była zadowolona i o ile lepiej czuła się fizycznie i psychicznie systematycznie ćwicząc.

Rewelacja. Świetny sposób.

Inna z dziewczyn z kolei powiedziała coś takiego „Jeśli wiem, że to, co mam zrobić, mi służy, lepiej się po tym czuję, to ja po prostu ze sobą nie dyskutuję.”

Powiem szczerze, zamurowało mnie to proste rozwiązanie. 

Od razu przepuściłam to przez siebie. Zaczęłam przypominać sobie, jakie ja mam podejście, do rzeczy, których zwyczajnie w świecie, nie chce mi się robić. Żebyście wiedzieli, jak pracuje wówczas moja wyobraźnia, ile potrafi znaleźć powodów, żeby nie robić tego, co zaplanowałam czy po prostu powinnam zrobić. Ba, ja nie tylko ze sobą dyskutuję. Ja dyskutuję również ze Wszechświatem. A może by tak zorganizował deszcz, to nie musiałabym wychodzić na spacer. A może by tak energetyka wyłączyła prąd, to nie musiałabym prasować. A może by…

Koniec końców przeważnie robię to, co miałam w planach, ale ile wcześniej stracę energii na użalanie się nad sobą.

Jak tak analizowałam to, co usłyszałam na wykładzie, z tym jak ja postępuję, to o dziwo zauważyłam, że faktycznie szukam wymówek, żeby czegoś nie zrobić. Ale jak tylko zacznę to robić, to przychodzą, nie wiadomo skąd, chęci i przeogromne zadowolenie z siebie, z efektów mojej pracy czy z przeświadczenia, że zrobiłam coś dobrego dla siebie.

Podam Wam prosty przykład. 

Bardzo lubię nasze, to znaczy moje i mojego męża, codzienne spacery po lesie. Nie jest to taki zwykły spacer, tylko bardziej energiczny marsz po bardzo różnie ukształtowanym terenie. Pokonujemy górki w jedną i druga stronę, idziemy płaskimi ścieżkami, czasami mniej czasami bardziej udeptanymi. Często nogi grzęzną nam w piasku lub wykrzywiają się od nierównego terenu. Nie jest to więc spacerek nóżka za nóżką, ale taki, który powoduje zmęczenie. Takie fajne zmęczenie. I my to bardzo lubimy. Ale jak wrócimy z pracy, zjemy obiad, to najchętniej zamiast pójść na ten nasz marsz, ułożylibyśmy się wygodnie w fotelu i nic byśmy nie robili. I tak ociągamy się z przebraniem w sportowe ciuchy, marudzimy jak nam się nie chce, podpuszczamy się nawzajem, że może tym razem nie pójdziemy. I nagle, odpowiednio przygotowani, przestępujemy próg domu, zamykamy drzwi i … jest wspaniale. Jesteśmy szczęśliwi, że idziemy, że mamy kontakt z naturą, że jest taka cudowna pogoda, bez względu na porę roku, że jest cicho, spokojnie, że jest takie rześkie powietrze…

I po co było tyle marudzić, tyle tracić energii.

Ale tak było, a już nie jest. Teraz sposobem mojej koleżanki, nie dyskutujemy ze sobą, tylko po prostu robimy to, co jest dla nas dobre, mimo, że nie zawsze mamy na to wielką ochotę. Wspomnienie też tego, jak fajnie jest pod każdym względem, gdy już coś zrobimy, też jest bardzo pomocne w pobudzeniu w sobie chęci do działania. 

Ważna sprawa! Nie dyskutuję ze sobą tylko w sprawach dla mnie oczywistych, takich, które są zgodne ze mną, które wiem, że są dla mnie korzystne. Natomiast, gdy szukam czy sprawdzam, co jest moje, a co takie nie jest, to jak najbardziej, taka dyskusja ze sobą jest potrzebna.

Ale jak już wiem, co dla mnie jest dobre, a co nie, to stosuję zasadę, że nie dyskutuję ze sobą, sama siebie nie zniechęcam. Po prostu działam.

Zobaczcie, jak czasami niewielka zmiana może przynieść wielkie korzyści. Naprawdę warto szukać, przysłuchiwać się, zastanawiać się, próbować. Sprawić, żeby to, co robimy dawało nam wiele korzyści, ale też wiele radości. Im bardziej dopasujemy sposób życia do siebie, tym bardziej będziemy odczuwali szczęście, zadowolenie. Tym nasze życie będzie coraz lepsze, coraz wspanialsze. 






Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *