„Mój Drogi Aniele!
Jak wiesz, tuż przed zaśnięciem, przez jakieś pół godziny myślę o moim życiu, które statystycznie ma już swoją dostojną długość…
Zamykam oczy i widzę sceny tak wyraźne, jakby ciemność i teraźniejszość nie istniały…
To dla mojej przyszłości chowam najlepsze dni z przeszłości, aby teraźniejszość nie zabrała mi ich na zawsze.
Więc tuż przed zaśnięciem otwieram moją puszkę z dawnymi obrazami, głosami, zapachami i jednoczę się z CAŁYM MOIM ISTNIENIEM!
Twój na zawsze
Michał syn Edwarda”
(„Moje istnienie” Michał Wroński z tomiku „Listy do Anioła”)
Zamykam oczy… Jest cisza, spokój… W mojej głowie pojawiają się obrazy z przeszłości…
Najstarsze wspomnienie …
Mam około dwóch-trzech lat. Gdzie nie pójdę, tam znajduję niedopałek papierosa. Podnoszę go, wkładam do ust, udaję, że palę. To pewnie próba bycia taka jak mama i tata, którzy palili papierosy. Rodzice nie mogą mnie na chwilę spuścić z oczu. W końcu tata zapala papierosa, przysuwa go do mnie i pyta: „Chcesz spróbować?” Pewnie, że chciałam. Spróbowałam zgodnie z instrukcją taty. Ta, może i kontrowersyjna, metoda wychowawcza mojego taty okazała się bardzo skuteczna – nigdy nie ciągnęło mnie do papierosów. Ten nałóg został mi odpuszczony.
A teraz… Teraz w głowie mam obraz białej, dużej, emaliowanej miski. Mama szykuje w niej krochmal. Ja kręcę się obok. Raptownie potykam się i wpadam do krochmalu… Jakby ktoś nie wiedział, to właśnie ja dałam początek wszelkim, tak później popularnym, zabawom w kisielu…
Kolejne wspomnienie… Przedszkole. Pani nauczycielka każe mi jeść ruskie pierogi, pić mleko, kakao. Ja tego w ogóle nie jadam, o czym wychowawcy doskonale wiedzieli. Moja mama prosiła, żeby nie wmuszać we mnie produktów mlecznych. Nie poskutkowało. Reakcja mojego organizmu typowa dla dziecka, któremu każe się zjeść coś, czego nie lubi… Do tej pory nie pijam mleka. Za to lody bardzo lubię. W czasie ciąży nauczyłam się jeść inne produkty mleczne – dla zdrowia dziecka i mojego.
Znowu przedszkole… Mówię wierszyk „Jedzie Pani Zima…”. Ubrana jestem w piękną białą szyfonową suknię do ziemi, na głowie mam koronę z welonem. Całość udekorowana jest srebrnymi gwiazdkami wykonanymi z … folii aluminiowej. Ten przepiękny strój uszyła mi mama i wraz z „przyszywaną” ciocią tak cudnie go udekorowały. Jestem szczęśliwa, piękna, bystra, mądra. Uwielbiam występować. Uwielbiam śpiewać, recytować wierszyki… Tak myślę, że dalej to we mnie jest…
Jest lato. Mam około siedmiu lat, mój młodszy brat około trzech. Przyjeżdżają do nas dziadkowie z moim kuzynostwem. Gdy ja w najlepsze się bawię, mój brat ubiera kalosze, lewy na prawą, a prawy na lewą nogę i idzie do mamy, do pracy… Zanim się zorientowaliśmy, zawiadomiliśmy mamę, minęło trochę czasu. Mama prosi znajomego o pomoc. Jego taksówką objeżdżają miasto, znajdują Wojtka. Stoi pod kinem. Przestraszony. Kamień spada nam wszystkim z serca…
Pamiętam wyjazdy z rodzicami i znajomymi nad jezioro… Ile było śmiechu, zabawy…
Pamiętam tatę, który wracał z pracy ze służbowym fartuchem, tym razem służącym jako torba, wypełnionym po brzegi grzybami. Tata uwielbiał zbierać grzyby. Jadąc samochodem, zatrzymywał się na chwilę w lesie i szczęśliwy przywoził do domu cudowne dary lasu.
Pamiętam „chińszczyznę”. Tak, teraz to słowo kojarzy nam się z bylejakością. A kiedyś… Każdy chciał mieć chińskie kolorowe koszulki, sukieneczki, długopisy, nie mówiąc już o pachnących gumkach czy kolorowych piórnikach…
Teraz stoimy przed kinem. Jestem ze starszym bratem. Fajnie jest mieć starszego brata. Pomoże w lekcjach, zabierze do kina czy na dyskotekę. A kino… Nie było dziesięciu chętnych, to nie było seansu. Jak nie uzbieraliśmy znajomych, to z nadzieją w oczach patrzyliśmy na ludzi, którzy pojawiali się w pobliżu kina. Może oni też będą chcieli oglądnąć ten film…
Pamiętam …
Jest dyskoteka andrzejkowa w moim liceum. Mam 16 lat. Bawię się z koleżankami, a tu podchodzi do mnie chłopak i prosi mnie do tańca. Bardzo lubię tańczyć, ale czy na pewno z nim… Tak, z nim! Na pewno! I tak tańczymy już ponad 30 lat…
Teraz moje wspomnienia wypełniają inne obrazy, kto inny w nich występuje…
Rodzi się Bartuś. My, młodzi rodzice, wychowujemy go intuicyjnie, głównie tak, jak podpowiada nam serce. Słuchamy rad mam i mojej chrzestnej, pielęgniarki. Pamiętam pierwsze kroki Bartusia… Wstał, poczuł równowagę i zaczął biegać w kółko po pokoju. Upadał, podnosił się, śmiał się, cały spocony, ale szczęśliwy…
Rodzi się Maciuś. Jesteśmy już starsi. Z większym respektem podchodzimy do naszego maluszka. Z większą obawą, czy na pewno postępujemy z nim dobrze. Z czasem dajemy sobie pozwolenie na większy luz, na podpowiedzi serca, intuicji. O dziwo, nie pamiętam pierwszych kroków Maciusia, chyba dlatego, że przyćmiły je jego umiejętności poruszania się na kolanach… Jak on raczkował… Na kolanach wszedł wszędzie, gdzie tylko mógł… Jak żaba wspinał się po schodach i jak żaba się z nich zsuwał… Ciagle uśmiechnięty, skory do psot i zabawy…
I co? Lata mijają. Dzieci wyprowadziły się już od nas. Najpierw Bartek, potem Maciej. Teraz uczymy się być sami. We wspomnieniach, które tworzymy na bieżąco, zazwyczaj to my jesteśmy głównymi bohaterami…
I taka jest kolej rzeczy…
Ile tomów bym napisała, gdybym chciała zebrać wszystkie swoje wspomnienia? Mnóstwo. Niektóre z nich wysuwają się na pierwszy plan, inne trzeba wyciągać z zakamarków pamięci. Czasem ktoś coś nam przypomni…
Mam szczęście… Moje wspomnienia są dobre… Nie muszę przed nimi uciekać…
Wspominam rodziców, którzy mimo czasów, w jakich dorastałam z braćmi, robili wszystko, żeby niczego nam nie zabrakło, żebyśmy byli szczęśliwi, czuli się ważni. Nie chodzi o to, że w moim domu było cukierkowo. Nie. Po prostu było dobrze.
Jak dorosłam, to już między innymi ja byłam odpowiedzialna za to, jakie tworzę dla siebie wspomnienia i dla moich bliskich. Teraz mam świadomość, że dobrze jest starać się, żeby były one jak najlepsze.
Niektórzy twierdzą, że przeszłości już nie ma, a przyszłość jeszcze nie nadeszła. Że powinniśmy skupić się tylko i wyłącznie na teraźniejszości. Nie do końca się z tym zgadzam. Bo i owszem, teraźniejszość jest bardzo ważna i przeszłość nie może nam jej zakłócać. Ale kim bylibyśmy bez przeszłości? Przecież przeszłość nas w dużej mierze ukształtowała. Nie zawsze dobrze. Jeśli tak jest, to trzeba się z nią uporać. Może zmienić do niej nastawienie, zrozumieć ludzi, którzy mieli wpływ na nas, zrozumieć czasy, w których żyliśmy, znaleźć dobre wspomnienia. Może potrzebujemy pomocy, żeby przeszłość nie psuła nam teraźniejszości ani przyszłości.
Bo wspomnienia w nas są i będą. Wspomnienia różne. Dobre i te nie najlepsze. Ważne jest jednak to, co my z tymi wspomnieniami zrobimy, na których się skupimy, które z nich pięknie wpłyną na nasze życie, które sprawią, że będziemy szczęśliwi teraz i w przyszłości…
Zamknijmy oczy… Przywołajmy piękne obrazy z naszej przeszłości… Pielęgnujmy je…
Pieknie, refleksyjnie. Każdy z nas mógłby spisać wiele tomów wspomnień. Asia Ty masz ogromny dar pisania. Nie przestawaj.
Anetko, dziękuję za słowa, które dają mi tyle otuchy. Powodują, że chce mi się pisać.
Piękne Joasiu. Jak zawsze, kiedy czytam Twoje teksty, uśmiecham się. Pisz Kobieto. Napisz te tomy, napisz książki. Brygida Helbig właśnie od marca chyba zaczyna kurs pisania. I bez kursu dałabyś radę, ale może pewniej się poczujesz i szybciej napiszesz 🙂
Iwonko, dziękuję bardzo❤. Książki… Jak się rozkręcę, to może i jakąś napiszę.