Buddyzm a logodydaktyka (cz.4)


Czasami słyszy się, że buddyzm mówi, że człowiek musi być nieszczęśliwy. Czy mógłbyś coś na ten temat powiedzieć?

CP
Można powiedzieć, że jest to prawdą, ale tylko jeżeli nie żyjemy świadomie. Podstawą nauk Buddy Gautamany są tak zwane Cztery Szlachetne Prawdy:
Pierwsza Szlachetna Prawda o Cierpieniu – człowiek, który żyje bez uważności, skazany jest na cierpienie, głównie związane z przemijaniem, rozłąkami, chorobami, bólami, starzeniem się, śmiercią. 
Druga Szlachetna Prawda o Przyczynie Cierpienia – przyczyną cierpienia są pragnienia, które rządzą naszym życiem i decydują o tym jak się czujemy na poziomie emocjonalnym, mentalnym, a w konsekwencji fizycznym.
Trzecia Szlachetna Prawda o Ustaniu Cierpienia – każdy człowiek może wyjść ponad stan cierpienia, wystarczy przestać być niewolnikiem swoich pragnień – aby coś było jakieś, że coś ma się zdarzyć, że ktoś ma się odpowiednio zachować, itp.
Czwarta Szlachetna Prawda o Ścieżce Prowadzącej do Ustania Cierpienia – jest to metoda, jak możemy się uwolnić z sideł cierpienia i zawiera się ona w Szlachetnej Ośmioelementowej Ścieżce, na którą składają się mądrość (właściwy pogląd i postawienie zmiany), właściwe zachowanie i postępowanie w codziennym życiu oraz praktyka, na którą składają się uważność i techniki wspierające nasze wewnętrzne wyciszenie.

Jak widać Budda nauczał, że cierpimy na własne życzenie, ale możemy to zmienić, jeżeli tylko zaczniemy żyć uważnie i świadomie. Całe nauczanie Buddy jest oparte na zachęcaniu, abyśmy żyli z sensem oraz na technikach wpierających ten proces. Jak rozumiem, w tej bazowej prawdzie buddyzm i logodydaktyka idą w parze?


Logodydaktyka również zachęca do życia uważnego, do znalezienia jego sensu. W logodydaktyce może nie wychodzimy z samego cierpienia, ale wychodzimy z siły człowieka, z możliwości jego zmiany na lepsze. Wiemy, że ból, cierpienie, śmierć i inne codzienne nieszczęścia są wpisane w nasze życie.  Na wiele z tych rzeczy nie mamy absolutnego wpływu i powinniśmy to zaakceptować. Natomiast bardzo ważne jest to, jak sobie radzimy z tym, co przynosi nam los. To radzenie sobie zależy od nas samych, od naszego nastawienia i podejścia do życia. Logodydaktyka uczy pozytywnego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość, szukania dobrych stron tego, co nas spotyka. 

Wiesz, ja dopiero, jak zaczęłam czuć, że moje życie jest nie takie, jakie chciałabym żeby było, dowiedziałam się, że to, jakie ono będzie, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Że nie jestem jakąś odosobnioną, wyjątkową istotą, którą powinny spotykać same dobre rzeczy. Że to normalne jest, że cierpimy, boimy się, że coś idzie nie tak, jak byśmy chcieli. Sztuką jest być tego świadomym, wyciągać ze zdarzeń, które nas spotykają odpowiednie wnioski i żyć coraz lepiej. Ale do tego właśnie potrzebna jest świadomość i uważność na to, co się wokół nas dzieje. Uważność pomaga nam dostrzegać wiele wspaniałych rzeczy wokół nas, zauważać ludzi, ich potrzeby. Taka postawa pokazuje, że nie jesteśmy pępkiem świata, wokół którego wszystko ma się kręcić i to tak, jak byśmy chcieli.

Czarek, zgadzam się z Tobą całkowicie, że przez nasze wielkie oczekiwania od życia nie czujemy się szczęśliwi. Wydaje nam się, że jak nie będziemy mieli tego czy tamtego, jak nie stanie się tak czy inaczej, to świat się zawali. I tak dajemy się wciągnąć w materialne potrzeby czy cele, które powinniśmy osiągnąć. I co się okazuje? Okazuje się, że mimo, że więcej mamy lub że spełniają się po kolei nasze przedsięwzięcia, nie sprawia to, że jesteśmy szczęśliwi. 

Czyli trzeba poszukać innego rozwiązania na piękne życie.

Można powiedzieć, że logodydaktyka prowadzi człowieka za rękę w stronę zadowolenia z życia. 

Najpierw uświadamia, że musimy zacząć od siebie. To my powinniśmy najpierw zmienić siebie na kogoś, kim chcielibyśmy być. To my powinniśmy zmienić nastawienie do życia na mniej roszczeniowe. Powinniśmy doceniać to, co mamy. Powinniśmy zacząć zauważać piękno, dobro wokół siebie. 

Dla mnie na przykład ważną rzeczą było zrozumienie, że szczęście to nie jest stan ciągłej euforii. Zrozumiałam, że szczęście dla mnie, to po prostu jakże zwykłe zadowolenie z życia, jakie mam. To właśnie zauważanie piękna i dobra wokół mnie. To pewność, że żyję zgodnie z przyjętymi zasadami. Że potrafię zauważać ludzi i w miarę moich możliwości im pomagać.

Logodydaktyka pokazuje, że szczęście nie polega tylko i wyłącznie na sprawianiu sobie przyjemności i na ułatwianiu sobie życia. Pokazuje, że największą radość sprawia nam dawanie tej radości innym, pomaganie, zauważenie drugiego człowieka. 

I tu dochodzimy do sensu życia, o którym pisałeś. Czy zgadzasz się ze mną, że kolejnym powodem, który powoduje, że ludzie są nieszczęśliwi, to utrata sensu życia. Zobacz, ilu naprawdę bogatych ludzi, tak zwanych ludzi sukcesu, mówi o tym, że nie są szczęśliwi? Przecież nic im nie brakuje. A jednak… Okazuje się, że chodzi o utracony sens życia. 

Logodydaktyka nauczyła mnie, że sens życia nie musi być wielki, choć zazwyczaj jesteśmy skłonni tak uważać. Logodydaktyka, jak wiesz, zaczerpnęła z logoterapii Viktora Frankla, poszukiwanie sensu we wszystkim co nas spotyka. I nie mówimy tu tylko o rzeczach przyjemnych, których doświadczamy. Mówimy tu również o bólu, cierpieniu, śmierci. Jeżeli będziemy potrafili spojrzeć na to, czego doświadczamy z szerszej perspektywy, pod innym kątem, to znajdziemy przyczyny, znajdziemy ukojenie, znajdziemy sens. 

A tak na co dzień, parząc na nasze codzienne życie? Nauczyłam się, że warto szukać sensu w zwykłych czynnościach. Praca? Dlaczego nie. Wykonuję ją najlepiej jak potrafię i wierzę, że to, co robię ma znaczenie. Ochrona planety? Czy ja sama mogę ochronić naszą planetę przed degradacją? Pewnie nie. Ale robię to, co mogę i to ma dla mnie wielki sens. Inni ludzie? Staram się jak mogę zauważać innych, nie być obojętna, szanować ich, pomagać. A może największym sensem istnienia jest stawanie się coraz lepszym człowiekiem? Czy za tym nie pójdzie zmiana świata na lepsze?

Czarek, teraz ja mam do Ciebie pytanie. Pisałeś o tym, że cierpienie spowodowane jest między innymi tym, że nie potrafimy zaakceptować przemijania, utraty. Wiem z Twoich tekstów na facebooku, że chodzi tu między innymi o nieprzywiązywanie się. Pamiętam Twój świetny tekst o łyżce, która Ci zaginęła i miało to dla Ciebie w tym konkretnym momencie duże znaczenie. Czytałam też o tym, że w zasadzie nie powinniśmy się przywiązywać do niczego, m.in. do pracy, domu. Ale Ty właśnie w tym tekście dałeś obraz tego, co może się stać, gdy stracimy coś dla nas bardzo ważnego, np. właśnie pracę czy dom. I jak mamy do tego podejść? Bez pracy – jak żyć? Bez domu – jak żyć? Czy nie uważasz, że łatwo jest mówić o postawie nieprzywiązywania się w kontekście rzeczy czy spraw mniej istotnych. Natomiast w przypadku tak ważnych rzeczy, to niekoniecznie jest to zrozumiałe?

CP
Brak przywiązania, nie oznacza porzucenia starania się o zdrowie, byt czy zapewnienie opieki dzieciom czy osobom starszym. O buddyzmie dlatego mówi się, że jest drogą środka, ponieważ odrzuca dwie skrajności, którymi są ascetyzm i konsumpcjonizm. Brak przywiązania oznacza, że zarabiam pieniądze, ale nie jestem przywiązany do konkretnego poziomu życia, który muszę wieść. Pieniądze służą mi do zapewnienia jedzenia, ubrania, mieszkania. 

Znam wiele osób bogatych lub pretendujących do tej grupy, które żyją w ciągłym stresie, niepokoju, a w konsekwencji depresji. To co ich „zżera”, to nie jest obawa, że nie będą mieli co jeść. Ich niszczy przywiązanie do pozycji, posiadania, tego, co pomyślą inni. Żyjemy w jednym z najbogatszych krajów świata i bardzo rzadko spotykamy się w Polsce z biedą na poziomie egzystencjonalnym. W Polsce mówiąc o biedzie mamy na myśli co najwyżej niesatysfakcjonujący czy mało komfortowy poziom życia.

Czy naprawdę boimy się utraty pracy, czy też boimy się zmiany? W Polsce mamy znikome bezrobocia. Czy boimy się utraty domu, czy też bardziej jest to przywiązanie do miejsca, do posiadania? 
Budda mówi właśnie o takim braku przywiązania. W swoich naukach wprost zachęca abyśmy zapewnili sobie i najbliższym cztery podstawowe elementy: jedzenia, ubranie, schronienie i leki. Reszta jest zbytkiem, który jeżeli się pojawia to dobrze, jeżeli odchodzi też dobrze… najważniejsze aby nie stać się niewolnikiem tych zmian. Buddyzm jest drogą wolności.

Czyż Victor Frankl mówiąc o poszukiwaniu sensu w życiu, nie miał na myśli czegoś więcej niż zapewnienie dziecku najnowszego modelu iPhona i wakacji w Chorwacji?


Oczywiście, bezsprzeczne jest, że poszukiwanie sensu według Viktora Frankla jest dalekie od zaspokojenia potrzeb materialnych. Sami to wiemy i czujemy, że nawet jeśli jest to w jakimś zakresie sensem naszego życia, to jest to działanie krótkotrwałe i nie przynoszące tak upragnionej przez nas satysfakcji z życia. Logoterapia zakłada, że poszukiwanie sensu jest czymś więcej od chęci zaspokajania biologicznych potrzeb takich jak popędu, instynktu czy automatyzmu, które to w żaden sposób nie są gwarantem zadowolenia z życia. Frankl uważał, że człowiek jest istotą wolną, odpowiedzialną, posiadająca wymiar duchowy. Dzięki swojej odpowiedzialności, może on kształtować swoją postawę. Uważał, że człowiek nie jest na łasce swoich popędów, które bez odpowiedniej postawy, rządziłyby człowiekiem i hamowały jego rozwój. Potrzeba sensu życia trzyma człowieka przy życiu i jest czynnikiem mobilizującym człowieka do życia.
Viktor Frankl, austriacki psycholog, wiedział o czym mówi. Przypomnijmy, że stworzył on podstawy logoterapii jeszcze przed II wojną światową. Ale to właśnie przeżycia wojenne, szczególnie pobyt w obozie koncentracyjnym w Auschwitz, utwierdziły go w słuszności jego przekonań. Viktor Frankl zauważył bowiem, że ci z więźniów, którzy nie potrafili odseparować się od swojej obecnej sytuacji i nie potrafili stworzyć sobie celu, który mogliby realizować po wyjściu z obozu, szybko umierali. Natomiast ci, których postawa była odwrotna, znajdowali w sobie o wiele większe pokłady siły, żeby przetrwać wojenny koszmar.
Viktor Frankl uważał, że życie ma zawsze sens i nie traci się go w żadnych warunkach ani okolicznościach. I to od człowieka zależy, czy będzie on postrzegał swoje życie jako pozbawione sensu, czy też nie. Każdy z nas ma wolność wyboru swojego postępowania w konkretnych okolicznościach i nikt nam tej swobody nie jest w stanie zabrać. A co my z nią zrobimy, to już jest inna sprawa.
I tu wracamy do naszych potrzeb, które nie są, nazwijmy to, potrzebami wyższymi. Frankl uważał, że postawa hedonistyczna powoduje odczuwanie pustki egzystencjalnej. I zapewne każdy z nas może znaleźć przykłady takiej pustki wokół siebie, obserwując innych ludzi albo samego siebie. Czasami wydaje nam się, że przyjemne, pozbawione wyzwań i cierpienia życie, zapewni nam szczęście. A faktycznie tak nie jest. Czegoś nam ciągle brakuje. I tym czymś jest właśnie utracony lub nieuświadomiony sens życia.

CP
Tak, można powiedzieć, że wszystkich, którzy czują, że brakuje im sensu życia, warto skierować ku pracom Viktora Frankla i oczywiście do najbardziej rozpoznawalnej jego książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu”. Może to pozwoli zmienić komuś perspektywę i zobaczyć wiele możliwości w sobie i wokół siebie. Naprawdę warto próbować.

Asiu, sporo przekazaliśmy teorii. Teraz mam propozycję, aby w kolejnym odcinku podpowiedzieć, jak według logodydaktyki i buddyzmu w praktyce można zastosować tę wiedzę. Bo wiadomo, teoria teorią, ale to praktyka czyni mistrza.


Świetny pomysł. To co zapraszamy na kolejną rozmowę.


CP
Zapraszamy.


Jeszcze tylko przypomnę, gdzie można znaleźć wcześniejsze nasze rozmowy:

Buddyzm a logodydaktyka (cz.1)
Buddyzm a logodydaktyka (cz.2)
Buddyzm a logodydaktyka (cz.3)

One thought on “Buddyzm a logodydaktyka (cz.4)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *