Moja cisza…

Cisza. Powoli otwieram oczy. Spod na wpół przymkniętych powiek spoglądam na zegarek. Za chwilę wstanę, ale jeszcze chwila. Jeszcze te pare momentów zanim rozpocznie się mój nowy dzień.

Zaczynam oddychać głębiej. Czuję świeże, rześkie powietrze dochodzące przez otwarte okno. Czuję zapach bzów mieszający się z zapachem innych kwiatów, z zapachem wilgoci, z zapachem poranka. Czuję zapach wiosny. 

Mój słuch się wyostrza. Dochodzi mnie najpiękniejszy z możliwych koncertów – to śpiewające ptaki. Czy one wiedzą, że odprawiając swoje rytuały sprawiają mi niesamowitą przyjemność, że mogę ich słuchać bez końca? 

Czy kiedyś nasycę się tymi zapachami i odgłosami dochodzącymi mnie o poranku? Chyba nie.

Dzień się budzi. 

Wstaję. Przechodzę do pokoju obok. Uchylam lekko okno. Dbam o to, żeby nic mnie nie ominęło z tych pierwszych chwil budzącego się dnia. Przebieram się, rozkładam matę. Wykonuję kilka ćwiczeń, które mają pobudzić drzemiąca we mnie energię. Mają sprawić, żeby ta energia bez przeszkód przepływała przez mój organizm i sprawiała, że będę zdrowa i pełna sił. Ćwiczenia wykonuję w błogiej, niezmąconej ciszy. Tylko z daleka słychać świergot ptaków… Ale to mi nie przeszkadza… To mnie uspokaja…

Po kilkunastu minutach siadam ze skrzyżowanymi nogami. Prostuję plecy. Ręce układam na udach, dłonie otwieram ku górze. Rozluźniam się. Przymykam oczy. Oddycham. Kilka pierwszych oddechów wykonuję głębiej, dłużej. Potem mój oddech się wyrównuje, staje się naturalny. Moje myśli krążą mi po głowie. Obserwuję je. Wracam do oddechu, wracam do ciszy. Po kilku chwilach myśli są jakby mniej natrętne, jakby spowalniały, a wraz z nimi spowalnia mój oddech. Jest mi błogo. Chce mi się tak siedzieć. Chce mi się tak delektować tym spokojem, tą ciszą. Chcę to wszystko zgromadzić w sobie i korzystać z tego jak najdłużej, jak najczęściej. 

Tak siedząc, wsłuchując się w ciszę, wsłuchując się w śpiew ptaków, wdychając rześkie, poranne powietrze, widząc wschodzące słońce, wiem, że choćby nie wiadomo co się w moim życiu działo, będzie dobrze. Ta trwałość natury dodaje siły, dodaje nadziei.

A cisza… Cisza jest dla mnie zbawienna… Cisza jest dla mnie bardzo ważna… Cisza otula, uspokaja, pozwala poznać siebie… W ciszy usłyszę odpowiedź, na którą czekam…

Po kilkunastu minutach czuję, że pora wychodzić z tego błogiego stanu i zrobić kolejny krok w budzący się dzień. 

Ubieram się trochę cieplej i z Markiem wychodzimy na spacer. 

Zagłębiamy się w poranną ciszę, zmąconą jedynie śpiewem ptaków. Zagłębiamy się w zapachy. Zagłębiamy się w przecudną zieleń.

Tak wita nas las, tak wita nas przyroda. Tak wita nas kolejny dzień naszego życia. Tak my witamy kolejny dzień.


Cisza jest nieodłącznym elementem szczęśliwego życia. Cisza jest nam niezbędna, żeby to nasze życie było pełne. Zapraszam – wysłuchaj pięknej piosenki o ciszy. Ona wiele wyjaśnia.

https://www.youtube.com/watch?v=qew5Y_di1_M



2 thoughts on “Moja cisza…

  1. Cisza jest skarbem, zdawać by się mogło że deficytowym, ale w sporej mierze to od nas samych zależy czy ten skarb znajdujemy, jak z niego korzystamy. Podobnie z miłością do natury, nie trzeba dalekich podróży by znaleźć powody do zachwytu. Serdecznie pozdrawiam:-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *