Pojechać w Bieszczady. To marzenie towarzyszyło nam już kilkanaście lat. Ale… A to za daleko. Skoro daleko, to dobrze jest pojechać na dłużej, a za bardzo tego nie lubimy. A jak pojedziemy, to może padać deszcz, a co w górach robić podczas deszczu? A tak w ogóle, to mamy góry bliżej, a góry to góry. Jechać latem czy jesienią? A czy damy radę chodzić po górach tyle dni…
Tak to jest. Zawsze znajdzie się jakieś „ale”. Spełnianie marzeń nie jest łatwe, jeśli zamiast iść w kierunku marzenia, znajduje się tysiące powodów, żeby go nie zrealizować. To tak, jakby chcieć jechać do przodu i jednocześnie mieć włączony hamulec. Nie wiadomo wówczas, czy naprawdę chce się jechać czy jednak nie.
To marzenie trwało jednak przy nas przez wiele lat. Zawsze zastanawialiśmy się, co takiego jest w Bieszczadach, że ludzie się w nich zakochują. Czy naprawdę żyje się tam inaczej, w myśl powiedzenia „Rzuć wszystko i jedź w Bieszczady”. Takich i innych pytań mieliśmy wiele i niestety nie potrafiliśmy na nie odpowiedzieć, bo… nie znaliśmy Bieszczad.
Mogę powiedzieć, że to moja koleżanka, Kamila Konopka, spowodowała, że w końcu zdecydowaliśmy wyruszyć w Bieszczady. Kamila nie dość, że opowiadała o Bieszczadach z rozmarzeniem w oczach, to jeszcze przesłała mi link do sprawdzonego przez nią miejsca noclegowego – do „Przystanku Cisna”.
Cisna – to był naprawdę znak. Moją ulubioną piosenką Krystyny Prońko jest „Deszcz w Cisnej”. A teraz mogliśmy tam pojechać i na własnej skórze sprawdzić, jak to jest z tym deszczem w Cisnej. Dodatkowo „Przystanek Cisna” spełniał nasze wyobrażenia o miejscu, w którym chcielibyśmy spędzić wolne dni – cisza, spokój, dwie bardzo stare wiejskie chaty przeniesione do Cisnej, z okien których widać góry. Wokoło mnóstwo kwiatów. Psy i koty leniwie wylegujące się na tarasie. Do tego przepyszne wegetariańskie posiłki jedzone przy wspólnym dla gości stole. Po prostu sielanka. A co najważniejsze, okazało się, że mimo trwającego już sezonu, czekało na nas miejsce w terminie, w którym mogliśmy przyjechać.
Jak nic – Wszechświat nam naprawdę sprzyjał. Popychał nas do spełnienia naszego marzenia.
Przez ponad miesiąc do wyjazdu podśpiewywałam sobie bieszczadzkie piosenki, które znałam jeszcze z czasów, gdy byłam harcerką i … byłam w Bieszczadach na obozie (chyba nawet dwa razy). Ale miałam na pewno mniej niż 15 lat i szczerze mówiąc nie za bardzo zwracałam uwagę na urok tych gór. Pamiętam głównie piosenki śpiewane przy ognisku i podczas wspólnych wypraw. Mycie w bardzo zimnym potoku i pomaganie mieszkańcom w sianokosach. I jeszcze… czerwony barszcz z wielką, grubą pajdą chleba, posmarowaną obficie masłem, czym w ramach podziękowania za pomoc poczęstowali nas gospodarze.
Bieszczady przywitały nas burzą. Ale sama się o to prosiłam. Przecież co chwilę podśpiewywałam sobie o deszczu w Cisnej, to miałam ten deszcz. Mogłam go dosłownie poczuć i muszę powiedzieć, że piosenka nie kłamie. Tam naprawdę może padać i padać.… Po dwóch dniach opadów, które nie przeszkadzały nam w poznawaniu Bieszczad, nastała piękna pogoda. Mogliśmy bez obaw wyruszyć w góry.
Bieszczady są inne od „naszych” gór. Jak stanie się na jakimś bieszczadzkim szczycie, to wokoło nic innego nie widać, tylko góry, góry, góry, pokryte lasami i oczywiście połoninami. Żadnych miejscowości, dróg. Nie liczcie też, że wchodzenie na bieszczadzkie szczyty to po prostu droga pod górkę i już, a schodzenie to droga z góry. Nie. Tam się podchodzi, żeby za chwilę schodzić i tak kilka razy, żeby w końcu dotrzeć na szczyt. Niesamowite jest też, że na zboczach i szczytach są kwiaty, jarzębiny, mnóstwo jagodników i malin. I te rzeczki, potoki, strumienie. Pięknie mieniąca się w słońcu szepcząca woda. A te mgły o poranku spowijające zbocza gór… Co tu dużo mówić – Bieszczady są piękne.
Oprócz piękna Bieszczad, myślę, że ich wartością są również ludzie. Dzięki nim poznaliśmy trochę historii, kultury i tradycji tych terenów. Można naprawdę się wiele dowiedzieć, tylko trzeba zagadać, podpytać, a ludzie bardzo chętnie opowiadają. Byli turyści spotkani na szlakach, którzy w Bieszczady przyjeżdzają co roku, nawet od 20 lat. Byli historycy, którzy opowiadali nie tylko to, czego dowiedzieli z podręczników, ale również to, co dało im doświadczenia własne lub ich rodzin. Opowiadali szczególnie o niechlubnej „Akcji Wisła” i czasów po niej. Opowiadali o ludziach, którzy poświęcali swój prywatny majątek i czas, żeby zadbać o niszczejące zabytki tych terenów. Jeden z historyków z kolei dokładnie przedstawił nam dzieje ikon, jak powstawały, co oznaczały, czym były dla ludzi. Był też bieszczadzki zakapior, który z łezką w oku wspominał stare czasy. Był też miłośnik piwa, rodowity bieszczadnik, który okazał się też przewodnikiem po Bieszczadach. Oczywiście byli nasi gospodarze i ich goście, z którymi przy wspólnych posiłkach rozmawialiśmy o najpiękniejszych miejscach tych terenów.
Czas w Bieszczadach utwierdził mnie w wielu przekonaniach, ale też odkrył nowe prawdy.
Wiem, że jestem silna, mam wytrzymały organizm, który naprawdę dużo zniesie. Wiem, że mimo iż czasami mam obawy, czy dam radę, to na pewno dam. Wiem, że mogę pokonać swoje słabości czy obawy. Góry odkrywają nasze prawdziwe moce. Góry uczą zatrzymania, uczą pokory, szacunku. Uczą dążenia do celu dosłownie krok po kroku. Uczą też, że wielką radość sprawia przebycie samej drogi do celu, który z kolei jest wspaniałą nagrodą. Wiem, że warto wyjść ze swojego bezpiecznego, znanego życia, żeby poznać coś nowego. Wiem też, że dobrze jest otworzyć się na ludzi. To daje obopólną radość.
A marzenia… Marzenia się spełnią, tylko warto im w tym pomagać, a na pewno nie przeszkadzać. Jeśli zbyt długo ich nie realizujemy, to czujemy w sobie niemoc, która ma wpływ na to, jak funkcjonujemy na co dzień. Uwierzcie, jeśli zaczniemy iść w kierunku marzeń, jeśli mamy wewnętrzne przekonanie, że chcemy je spełnić, to wszystko będzie nam sprzyjać.
Trzeba też wiedzieć, kiedy odpuścić sobie któreś z marzeń. Może ono tak naprawdę nie było nasze. A może kiedyś było, a teraz już nie jest. Wypuśćmy je z naszych rąk, żebyśmy mieli możliwość uchwycić nowe marzenia.
Bądźmy pełni marzeń i spełniajmy je, a nasze życie będzie piękne, ciekawe i pełne kolorytu.






