Ja? Ja się nie porównuję do innych. Przecież mam swoje zdanie, swoje zasady, wartości. To znaczy porównuję się, ale tylko żeby się rozwijać. Czyli kierunek moich porównań jest prawidłowy.
Tak mi się wydawało, do czasu, aż zaczęłam zastanawiać się, dlaczego nie zawsze czuję zadowolenie ze swojego życia, z siebie, z tego jaka jestem. Po przemyśleniach doszłam do wniosku, że może nie wypowiadam tego zawsze głośno, ale często w mojej głowie pojawiają się myśli typu:
– jak ona świetnie sobie radzi w pracy i może sobie co chwilę pozwolić na wolne dni lub dłuższy urlop,
– jaka ona jest zorganizowana, a ja coś się nie wyrabiam, zostawiam sprawy do zrobienia na ostatnią chwilę,
– jak oni rozpracowują każdy temat, dogłębnie go poznają, a ja nawet nad książką po chwili zasypiam,
– a ile oni czytają książek, a ja owszem kupuję, ale czytam o wiele wolniej,
– a jaka ona jest zgrabna i nie ma zmarszczek i włosy ma zawsze ułożone,
– a ona codziennie rano wstaje i ćwiczy jogę, medytuje i jeszcze upiecze rodzinie chleb na śniadanie – też bym tak chciała…
Jak zaczęłam rozmyślać, to okazało się, że tak naprawdę, to porównuję się bardzo często. A co najważniejsze, to jest normalne. Porównywanie pozwala nam ocenić siebie, ocenić to, jak żyjemy i czy na pewno tak chcemy żyć. Pozwala nam ustalić wartości i zasady, z którymi dobrze się czujemy, które są dla nas kierunkowskazem w życiu. Porównywanie się do innych pomaga nam w rozwoju, jeśli oczywiście wykorzystamy w odpowiedni sposób informacje, jakie nam to porównanie przyniosło.
Porównywanie zawsze nam będzie towarzyszyło, tylko bardzo ważne jest, jaki efekt to porównywanie da w naszym życiu. Najczęściej jednak efekt ten nie jest taki, jaki powinien być. Nie prowadzi nas do rozwoju, tylko sprawia, że nasze własne życie wydaje się mniej wartościowe, jakieś nijakie. My sami na tle osoby do której się porównujemy, niestety, nie wypadamy zbyt dobrze. Wszystko to sprawia, że nie czujemy się w pełni szczęśliwi.
Dlaczego tak się dzieje, że porównywanie się do innych z reguły niesie niezadowolenie, a nie chęć rozwoju? Dzieje się tak, gdyż nie zatrzymujemy się dłużej nad danym porównaniem. Zazwyczaj nie skłania ono nas do refleksji. Najczęściej nawet nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie porównaliśmy się do innych. Robimy to automatycznie.
A gdyby tak zastanowić się, czy naprawdę to, czego zapragniemy w wyniku porównania się jest naprawdę nasze? Czy jest zgodne z naszymi wartościami, z naszym stylem życia i naszą sytuacją życiową, z tym, co jest dla nas tak naprawdę ważne? Gdybyśmy zastanowili się, czy jesteśmy w stanie ponieść koszty związane z upodobnieniem siebie czy swojego życia do wzoru, który sobie wybraliśmy? I nie chodzi tu tylko o koszty materialne.
Przeanalizujmy przykład, który często dotyczy nas, kobiet – figura innej kobiety. Gdybym chciała być bardzo zgrabna, to czy jestem w stanie nieprzerwanie stosować ścisłą dietę, nie jeść mojego ulubionego ciasta, nie pozwalać sobie na jedzeniowe przyjemności i jeszcze do tego systematycznie ćwiczyć. Czy na pewno chciałabym prowadzić takie życie? Czy jestem aż tak zdeterminowana? Nie, nie jestem. Dbam o siebie, staram się jeść zdrowo, ale pozwalam też sobie na smakołyki, które niestety, nie zawsze są zdrowe. Do tego ruszam się, ale nie chodzę na siłownię, nie biegam, bo tego nie lubię. Za to szybki marsz lasem, o tak, to jak najbardziej. Czy w związku z tym mam tracić humor na widok fajnej, zgrabnej dziewczyny, bo ja taka nie jestem? Nie, nie stracę humoru. Popatrzę, trochę pozazdroszczę, że fajnie by było taką być, ale jak tylko pomyślę, ile dziewczyna daje z siebie, żeby właśnie taką być, to od razu mi się odechciewa i … akceptuję, jaka jestem.
No właśnie, akceptuję. Akceptuję, to nie oznacza, że odpuszczam sobie. Bo gdybym miała sporą nadwagę, w ogóle nie dbałabym o sprawność fizyczną, a moje zdrowie i samopoczucie psychiczne z tego powodu byłoby zagrożone, to wtedy warto by było podglądnąć innych i wyciągać z ich sposobu na życie to, co nam się przyda. Ale wtedy to porównywanie prowadzi do rozwoju. I o to chodzi.
My często nie myślimy o tym, jakie koszty dana osoba poniosła, żeby osiągnąć to czy tamto. Zgrabna dziewczyna systematycznie dba o zdrowe odżywianie i regularnie uprawia sport. My jednak widzimy efekt końcowy – fajna figura. Widzimy to, co chcemy widzieć, ale wiadomo też, że to, co inni chcą nam pokazać. Świetnie określa to Maja Günther w książce „Jesteś wystarczająca”. Mówi, że oglądamy innych przez dziurkę od klucza. Pewnie pamiętacie jak to jest, gdy przykłada się oko do takiej dziurki. Widzi się tylko fragment przestrzeni. I ten fragment może być przepiękny. Niestety nie widzimy tego co jest po prawej czy lewej stronie. I tam już nie zawsze jest tak ładnie. Tam może być ruina.
Porównując się do innych, skupiamy się na naszych brakach, a nie widzimy tego, co w nas jest dobre i zgodne z nami. Nie doceniamy siebie, a przeceniamy innych. W związku z tym nasze oczekiwania stają się nierealne, zbyt wygórowane i przez to czujemy się nieszczęśliwi.
Przychodzi mi do głowy jeszcze jedna ważna rzecz – oglądamy efekt końcowy, ale nie zastanawiamy się, czy my, w naszej sytuacji życiowej bylibyśmy w stanie osiągnąć coś podobnego. Ja, swego czasu, z zazdrością obserwowałam, ile książek czyta Sylwia Chutnik i jakie potrafi wysnuć wnioski z tych książek. W końcu mój mąż powiedział do mnie „Asia, przecież to jest jej zawód!”. No właśnie. Sylwia Chutnik w zasadzie całymi dniami czyta, pisze, wypowiada się na temat tego, co przeczytała. A ja w tym czasie wykonuję inny zawód i na czytanie książek mam czas tylko wieczorem. Czy jestem w stanie osiągnąć taki sam efekt jak Sylwia Chutnik? Oczywiście, że nie. Podobnie matka z małymi dziećmi nie ma co porównywać się do kobiety bez dzieci, czy osoby żyjące w związku z osobami samotnymi. To są różne sytuacje życiowe i w związku z tym różne priorytety w życiu, różne możliwości.
I jeszcze te media… Tam to dopiero widzimy przez dziurkę od klucza. Nie wierzmy w to, co tam widzimy. Nie traktujmy tego, jako drogowskazu w naszym życiu. Bądźmy bardzo ostrożni w szukaniu tam wzorców.
Pięknie pisze Olga Tokarczuk w „Empuzjonie”: „W każdym z nas tkwi poczucie niepełnowartościwości, przekonanie, że czegoś nam brakuje, a wszyscy inni to mają. Przez całe życie musimy się z tym poczuciem niższości układać, przezwyciężać je albo zaprzęgać do wozu naszych ambicji i niszczącego dążenia do doskonałości. A co jest doskonałością, czy ktoś wie?”
Każdy z nas jest inny. Jesteśmy piękni w tej inności. Doceńmy to i bądźmy wdzięczni za to jacy jesteśmy i za to co mamy. Poprawiajmy natomiast to, na czym faktycznie nam zależy. Żyjmy własnym, dobrym życiem.
A porównywanie się … było, jest i będzie. Ale wykorzystujmy je tylko dla własnego rozwoju. Będziemy wówczas spokojniejsi i szczęśliwsi.
Proponuję porównywać się, ale do siebie z wczoraj, sprzed kilku tygodni, sprzed roku. Kiedy zaczynamy zmieniać siebie i swoje życie, to świetny sposób na sprawdzenie i zweryfikowanie jak wiele już osiągnęliśmy.
Dziękuję Asiu za ten wpis.