Cierpliwość

Nie czuję się zbyt dobrze ze sobą. Taka jest prawda. To nie znaczy, że cały czas chodzę z nosem na kwintę, że co rusz szlocham czy się nie śmieję. Nie. Nic z tych rzeczy. Żyję normalnie, wypełniam obowiązki, staram się dbać o siebie, śmieję się, często aż do łez, ale … No właśnie – to „ale”. Niby „powinno mi być dobrze”, a nie jest. Miotam się, wiem co mi nie pasuje, co sprawia, że moje życie nie jest takie, jakie chciałabym żeby było. Wiem to wszystko, ale nie  potrafię znaleźć w sobie siły, żeby coś z tym zrobić. 

Cały czas zastanawiam się, w jaki sposób zacząć lepiej żyć. Gdzie i jak postawić pierwszy krok. Przecież znam narzędzia. Przecież przeszłam roczny kurs z samorozwoju, zresztą pod tytułem „Lepsze życie”. Potem drugi kurs. Cały rok uczyłam się psychologii pozytywnej i zastosowania interwencji pozytywnych, żeby sprawić, żeby życie było lepsze. Zajmuję się samorozwojem już od kilku lat. Czytam, oglądam, dokształcam się i co? W tym momencie mojego życia nie potrafię poradzić sobie sama ze sobą. Wiem, dlaczego tak się czuję, co jest u podłoża tego samopoczucia. Wiem, że ostatni rok, bardzo delikatnie mówiąc, nie był dla mnie łatwy. Był rokiem pełnym wyzwań i zarazem egzaminów, jak potrafimy poradzić sobie z tymi wyzwaniami. Wydaje mi się, że zdaliśmy ten egzamin, poradziliśmy sobie najlepiej, jak potrafiliśmy, jak podpowiadało nam serce. Tli się też w naszych sercach nadzieja i wiara, że będzie dobrze. Ale wiem też, że przecież mogą mnie spotkać jeszcze gorsze momenty, chociaż wcale nie chcę, żeby tak było. Ale takie jest życie. Na bardzo wiele spraw w ogóle nie mamy wpływu i czy tego chcemy czy nie, po prostu nas spotykają.

Ale mimo niełatwych momentów, jakie mnie spotkały, ja nie chcę tak się czuć, jak się czuję. Chcę czuć się dobrze. Cieszyć się w pełni życiem. Przeżyć te nie najlepsze chwile, buntować się, posmucić się, opłakać i żyć pięknie dalej. Bo nie sztuką jest pięknie żyć, jak wszystko jest dobrze. Sztuką jest pięknie żyć w każdym momencie życia.

Ostatnio, w ciagu dwóch dni pod rząd usłyszałam cytat francuskiego filozofa Jeana-Paula Sartre: „ Ważne jest nie to, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.” Przełożę to na swoją sytuację – jeśli nawet życie przyniosło mi nie to, co chciałam, to ważne jest, co ja teraz z tym zrobię, jak pokieruję swoim życiem. Czy zadbam o siebie tak, żebym potrafiła odnaleźć się w każdym momencie swojego życia, żebym z pokorą podchodziła do tego, co mnie spotyka, sprawnie sobie z tym radziła i dalej z ufnością krok po kroku szła przez życie? Czy też będę mieliła cały czas w głowie, jaka to ja jestem nieszczęśliwa i przez to dokładała sobie kolejne powody do smutku i niezadowolenia? 

Asia, przecież wiesz, że masz prawo wyboru, Twoja decyzja – żyjesz pięknie czy się nad sobą użalasz?

Oczywiście, chcę żyć pięknie. Ale też wiem, że samo chcenie nic nie pomoże. Ba, niewiele też pomoże czytanie mądrych książek, słuchanie mądrych ludzi czy uczestniczenie w kolejnych warsztatach. Bo przecież, jak to mówi moja Mentorka Iwonka Majewska-Opiełka, że tak naprawdę, to nasze życie jest niekończącym się warsztatem. Warsztatem na którym poznajemy, doświadczamy, ćwiczymy i wybieramy.

Ale co ma do tego cierpliwość? Cierpliwości. Zaraz wyjaśnię.

Mieliłam bez ustanku w swojej głowie, że chcę lepiej, radośniej, piękniej, że życie przecież nie jest po to, żeby się męczyć, tylko żeby się cieszyć, wykorzystywać swój potencjał, dbać o siebie i najbliższych, ale też być przydatną częścią społeczeństwa.  Więc tak mieliłam, mieliłam i mieliłam i …. Eureka! Potrzebuję wrócić do źródła! A dla mnie źródłem jest Iwonka Majewska-Opiełka. A narzędziem, które mi pomoże jest „Trener osobisty. 365 dni z Iwoną Majewską-Opiełką”. Tak. Tego teraz potrzebuję. Wyraźnego planu co mam robić i w jakiej kolejności to robić. A nie zastanawiania się, rzucania się to na jedno, co zapewne mi pomoże, to na drugie, które w zasadzie jest ważniejsze i pewnie pomoże mi jeszcze lepiej. Nie. Ja w tym momencie swojego życia potrzebuję codziennej pracy ze sobą, według ustalonego z góry planu. Krok po kroczku, powolutku, cierpliwe, ale ciągle do przodu.

I właśnie nauka cierpliwości jest jednym z pierwszych zadań polecanych przez IMO. Wcześniej oczywiście „moja trenerka” wyjaśnia, że rozwój to nie dzień, tydzień, miesiąc czy rok. Żeby wzrastać, dobrze jest żyć świadomie każdego dnia, starać się wprowadzać w nie to, co jest dla nas dobre, a poprawiać czy eliminować to, co nam przeszkadza. Dążyć do tego, żeby nasze życie było piękne, żebyśmy czuli zadowolenie z tego, jak je przeżywamy. 

Świadome wprowadzanie zmian, świadome wprowadzanie dobrych, służących nam nawyków potrzebuje czasu. A jak jest mowa o czymś, co ma się dziać w dłuższym czasie, to nieodzowna jest cierpliwość. Jest ona potrzebna nie tylko do tego, żeby w końcu zobaczyć efekty, ale głównie, żeby powtarzać pewne kroki wiele razy, żeby w końcu stawiać je śmiało i pewnie. Zapewne każdy z Was kojarzy, jak małe dziecko uczy się chodzić. Czy ono postanawia, że będzie chodzić, wstaje i idzie? Oczywiście, że nie. Ono do pierwszego, niepewnego kroku przygotowuje się około roku. Potem stawia ten pierwszy krok, podpiera się i … zazwyczaj po nim upada. I co robi dalej? Cierpliwie powtarza, to czego się nauczyło, ale też próbuje, że może inaczej będzie lepiej, łatwiej, bezpieczniej. I tak próbuje, próbuje, próbuje, aż pewnego dnia idzie pewnie. A co robią rodzice? Czy poganiają dziecko? Czy chcą, żeby ich pociecha ominęła jakiś etap rozwoju i zaczęła w końcu chodzić? Nie. Rodzice cierpliwe czekają. Wiedzą, że dla prawidłowego, bezpiecznego rozwoju dziecka, nie można pominąć żadnego etapu. Więc czekają. Sprawiają, że dziecko czuje, że to co robi jest ważne, ale też czuje miłość i bezpieczeństwo. Bo tylko w takich warunkach można się prawidłowo rozwijać. 

Wow. Skąd ja to wiem? Podpowiada mi to intuicja, serce. Oczywiście nauczyłam się też tego. Czyli mam podstawy, żeby prawidłowo wzrastać. Niby tak. To co w takim razie chciałam zrobić w pierwszym dniu pracy ze sobą nad polepszeniem swojego życia? Chciałam pójść na skróty. Otóż wymyśliłam sobie (no cóż, czasami za dużo myśleć nie oznacza dobrze myśleć…), że fajnie by było, żebym te 365 dni zamknęła do końca roku. Ale byłoby super. Zaczęłam więc kombinować – a gdybym tak przerabiała dwa, może trzy dni w ciagu jednego dnia, to w końcu wyrównałabym się z odpowiednim dniem w roku, żeby w Sylwestra powiedzieć „Zrobiłam to!!!”. Mądrze, prawda? Gdyby moje dziecko chciało ominąć pewne niezbędne elementy rozwoju przy nauce chodzenia, zaczęłabym robić wszystko, żeby dla jego bezpieczeństwa zachować tę prawidłową kolejność. A jak chodzi o mnie, to już o tym nie myślę. Czy to oznacza, że nie jestem dla siebie ważna? Chyba tak. Nie potrafię zadbać o siebie, zatroszczyć się o siebie z miłością i cierpliwością. A przecież wiem, że właśnie o siebie powinnam dbać najbardziej. Jest to potrzebne nie tylko mi. Jest to niezbędne też do tego, żebym mogła z miłością zadbać o innych i otaczający mnie świat. 

Asia, cierpliwości… Jeszcze potrzebujesz nauczyć się tylu dobrych rzeczy, wprowadzić tyle dobrych nawyków. Rób to krok po kroku. Nikt ciebie nie godni. Delektuj się pięknymi zmianami. Po prostu bądź dla siebie ważna. Opiekuj się sobą, jak kochającą matka opiekuje się z miłością swoim maleństwem. Bądź cierpliwa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *