Jestem koziorożcem… i co z tego wynika?

Jakiś czas temu kupiłam książkę Agnieszki Maciąg „Ścieżki duszy” i… po przekartkowaniu odłożyłam ją na półkę. Ponieważ jednak ostatnio interesuje mnie moja dusza, z którą próbuję nawiązać lepszy kontakt, wzięłam książkę do ręki i zaczęłam czytać. Najpierw kilkanaście stron o astrologii, o planetach, o ich znaczeniu w naszym życiu. O tym jak do astrologii podchodzono kiedyś, a jak obecnie. Aż przeszłam do głównej części książki mówiącej o znakach zodiaku. Nigdy nie byłam fanką horoskopów, wróżb, przepowiedni. Zawsze obawiałam się, że mogę usłyszeć to, czego tak naprawdę usłyszeć nie chciałam. No ale cóż… Zaszłam już do takiego momentu w swoim życiu, że chciałabym się jak najwięcej dowiedzieć o sobie, o tym dlaczego jestem taka a nie inna i co mogło wpłynąć na to kim jestem. Z ciekawością więc otworzyłam część, która dotyczyła mojego znaku zodiaku, koziorożca. Poczytałam, nawzdychałam się i przyznam szczerze, że nie do końca byłam zadowolona. No bo kto by był zadowolony, gdyby już na samym początku dowiedział się, że rządzi jego znakiem „surowa” planeta, że to ona sprawiła, że w tym życiu ma się zmierzyć ze skutkami poprzednich wcieleń, że wspinaczka na szczyt przychodzi mu z mozołem, że jest z pozoru surowy czy oschły, chociaż wewnątrz bardzo delikatny i wrażliwy, że trudno jest mu wybaczać, że jest bardzo twardo stąpający po ziemi i przywiązany do świata materii, że boi się ryzyka. Ale do tego jest tytanem pracy, jest ambitny, jest kimś, na kim można zawsze polegać, kimś kto dąży bez ociągania do realizacji swoich celów… Naczytałam się i stwierdziłam, że, wolałabym urodzić się pod innym znakiem zodiaku, że inni to mają lepiej… Wiecie, to tak, jak z włosami. Jesteś blondynką, wolałabyś być czarna, masz proste włosy, wolałabyś mieć kręcone… A tak naprawdę pewnie opis mojego znaku uderzył w jakieś moje czułe struny, w sprawy, z którymi nie do końca jest mi dobrze w życiu. Zaczęłam więc się głębiej zastanawiać i przyznałam, że od razu wiele informacji wydało mi się bardzo zgodne z tym, jaka jestem, jak się czuję. Z niektórymi w ogóle się nie zgadzam, bo nie widzę ich u siebie. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz. Są cechy przypisywane mojemu znakowi, które ja nie do końca u siebie widzę. Z drugiej zaś strony bardzo męczą mnie efekty braku tych cech u mnie. Czyli jest jakaś nić między cechami znaku, a tym, jak to jest u mnie. Bo na przykład koziorożec jest bardzo dobrze zorganizowany. Jak sobie coś postanowi, to to realizuje. A u mnie nie za bardzo coś to wychodzi. Żebym jeszcze była osobą, która przechodzi nad tym do porządku dziennego, która nic nie robi sobie z tego, że coś postanawia, a potem to się rozmywa. Nie, ja taka nie jestem i bardzo męczy mnie, gdy moja wewnętrzna spójność, jest nijaka, a w zasadzie jej nie ma. Po prostu nie za fajnie się z tym czuję. Nie jest dobrze, gdy nie dotrzymuje się słów danych sobie. 
Ale z drugiej strony chyba jestem zbyt surowa dla siebie, co zresztą też jest jedną z cech koziorożca. Nie daję sobie taryfy ulgowej, nie tłumaczę siebie, że widocznie taki mam okres w życiu, bo przecież… No właśnie, bo przecież bardzo dużo w życiu osiągnęłam, naprawdę wiele celów zrealizowałam. Nie pamiętam, żebym kiedyś nie podjęła próby, jeśli mi na czymś zależało. Wierzę w swoje możliwości i w to, że jak czegoś nie umiem, to się po prostu nauczę. I jeśli coś jest naprawdę moje, to dam radę doprowadzić sprawę tam, gdzie chcę żeby była. 

Wniosek jaki mi się nasunął jest taki, że brakuje mi jakiejś motywacji, jakiejś dobrej energii, żeby plany wcielać w życie. I jak na to znajdę sposób, to wszystkie puzzle z tego obszaru mojego życia znajdą swoje miejsce, a ja nie będę już z takim niedowierzaniem czytała o swoich zodiakalnych cechach.

Dlaczego o tym piszę? Po co robię taką publiczną analizę swoich cech charakteru? Robię to po to, żeby pokazać, jakie są sposoby na poznawanie siebie. Bo im lepiej siebie znamy, tym lepiej będzie nam w naszym życiu. Będziemy wiedzieć, co jest dla nas korzystne, a co nie, z czym się dobrze czujemy, a z czym nie za bardzo. Poznawać siebie, to zadawać sobie pytania, to rozwiązywać różne testy psychologiczne, nawet niekoniecznie koncentrując się na interpretacji tych testów, ale na własnych szczerych odpowiedziach. Poznawanie siebie to właśnie analiza swojego znaku zodiaku, co w tym znaku jest faktycznie moje, co mogę wzmocnić, na czym się oprzeć, co poprawić. A jeśli jestem przekonana, że coś mnie nie dotyczy i ten brak mi nie przeszkadza, to po prostu odrzucić to. Bo przecież, to że ktoś napisał, że taka powinnam być, wcale nie oznacza, że faktycznie taka mam być. Bo kto najlepiej zna siebie? Kto najlepiej wie z czym jest mu dobrze, a z czym nie? Kto najlepiej wie, jakie życie mu służy? Ja. I tylko ja. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *