Produkt zwany szczęściem

– I jak? Oglądnęłaś?
– Oglądnęłam.
– I jakie wnioski?
– Wnioski są takie, że kolejny raz z czegoś pięknego, naprawdę dobrego, zrobiono coś niefajnego.

Rozmawialiśmy z Markiem o filmie „Jak wyprodukować szczęście”, który oglądnęłam poprzedniego wieczoru. I faktycznie moje wnioski nie były najlepsze. Film opowiadał o tym, jaki potężny biznes zrobiono z rozwoju osobistego i „sprzedaży” szczęścia, a przynajmniej marzeń o nim.

Jest wiele osób, tak zwanych guru, którzy wykorzystując to, że ludzie nie czują się szczęśliwi, zarabiają potężne pieniądze sprzedając im nadzieję na lepsze, szczęśliwe życie. Ba, oni wręcz dają ludziom pewność, że po wykupieniu tygodniowego kursu u nich, na przykład za kilka tysięcy dolarów,  życie kursanta diametralnie się zmieni. I nie chodzi o te pieniądze. Jeśli znajdują chętnych na swój produkt, to proszę bardzo – sprzedawajcie. Chodzi o uczciwość. Chodzi o szczerość. Chodzi o jasne komunikaty. Bo przecież tak naprawdę nikt nam nie może dać lepszego życia. Nikt nam nie może dać szczęścia. Nikt nam nie może zagwarantować, że osiągniemy jedno lub drugie, a w zasadzie i jedno i drugie. Nikt nam nie może podać nawet ostatecznej definicji szczęścia czy pięknego życia. Nikt nie może tego zrobić oprócz… nas samych.

Szczęście i rozwój osobisty stały się faktycznie swego rodzaju produktem, który warto sprzedawać, bo o klienta nie ma co się martwić. Bo nie wierzę, że na świecie znajdzie się osoba, która nie chciałaby być szczęśliwa czy nie chciałaby mieć pięknego, dobrego życia. Klient więc jest, to warto stworzyć produkt. I tak za szczęściem czy rozwojem osobistym, który to szczęście zapewni zaczęła się gonitwa. Z prawa i lewa wyskakują slogany „Bądź szczęśliwy”, „Jak się nie rozwijasz, to się zwijasz”. Czy zdanie, które ostatnio przyszło na mojego e-maila i wywołało moje niedowierzanie i nieprzyjemne dreszcze w moim ciele „Ja bez rozwoju umieram”. 

Czy naprawdę tak ma wyglądać nasza podróż ku pięknemu, szczęśliwemu życiu? Ja się z tym nie zgadzam. To nie może być gonitwa. To nie może być przekonanie, że można to kupić. To nie może być przeświadczenie, że ktoś może nam to zagwarantować. To nie może być wiara, że definicja, którą ktoś nam podał, jest jedyną słuszną. A co najważniejsze, ciągła myśl o szczęściu, o tym, że warto się rozwijać, nie może nam przysłaniać codziennego życia, bo… w końca to nasze szczęście przegapimy. 

Kilka lat temu nie czułam się ze sobą dobrze. Mimo naprawdę dobrego życia, czułam, że potrzebuję czegoś jeszcze. „Zdiagnozowałam” w końcu u siebie brak poczucia szczęścia. I … zaczęłam szukać recepty, jak to szczęście wprowadzić do mojego życia. Zaczęłam czytać książki rozwojowe, słuchać doświadczonych w tym temacie ludzi. Uczestniczyłam w kursach czy warsztatach. I dalej to robię. Jest to piękne doświadczenie móc korzystać z mądrości ludzi, którym ufam, którzy wskazują mi możliwości, ale nie narzucają swojej opinii. I teraz wiem, że dzięki tym wszystkim moim działaniom zdobyłam coś najważniejszego – poszerzyłam swoją ŚWIADOMOŚĆ. Wiem już teraz na czym szczęście nie polega, ale też potrafię określić, czym DLA MNIE jest szczęście. Wiem też, że droga do lepszego życia trwa całe życie. Wiem, że po tej drodze nie będę biegła, ale będę szła spokojnie, krok za krokiem, milimetr za milimetrem. Wiem, że moje życie stało się lepsze, jeśli chociaż w jakimś niewielkim obszarze zmieniło się na lepsze. Wiem, że szczęścia nie znajdę nigdzie na zewnątrz. Wiem, że nikt ani nic mi szczęścia nie zapewni. Wiem, że szczęście mam w sobie. 


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *