Podniosłam rękę zgiętą w łokciu. Dłoń powędrowała za głowę. Posmarowałam pachę dezodorantem. Najpierw zrobiłam tak z prawą ręką, potem z lewą. Moje ruchy były automatyczne. Przecież robię tak codziennie. A jednak dzisiaj zatrzymałam się w momencie uniesienia lewej ręki. Spojrzałam zaskoczona w lustro. Uniosłam tak samo prawą rękę. Porównałam. I prawa i lewa strona wyglądały tak samo. Uniesienie rąk i otwarcie barku było takie samo. A przecież…
No właśnie. Nie zauważyłam zmiany, która na pewno nastąpiła w ciągu kilku albo kilkunastu już dni. Przez ostatnie długie miesiące nie mogłam prawidłowo ruszać lewą ręką. Użycie dezodorantu, nie mówiąc już o depilacji, było nie małym wyzwaniem. Odchylenie ręki w tył czy w bok wydawało się nie lada wyczynem. Miałam po prostu zamrożony bark, który nie dość, że bolał przy pewnych ruchach, to jeszcze był po prostu zablokowany, co te ruchy bardzo ograniczało.
Powrót mojej sprawności bardzo mnie ucieszył, ale przyczynił się też do pewnych refleksji: jak nie doceniam tego, co było, przestało być i jest znowu, jak traktuję jako oczywistość to, co mam, biadolę, gdy tego zabraknie, a jak wraca, to nawet tego nie zauważam, znowu traktując to, jako coś normalnego, jak umyka mi moment, gdy po wcześniejszym poczuciu straty i trudnościach z pogodzeniem się z nią, ta „normalność” do mnie wraca, jak nie zauważam małych, dobrych zmian w mojej sprawności.
Zastanawiam się, jak wielka musiałaby być strata, żebym od razu zauważyła, że to, co wcześniej straciłam, wróciło do mnie, że to, co się kiedyś zepsuło, zaczęło działać. A przecież nie o to chodzi, żebym zauważała tylko to, co wielkie i wyjątkowe. Ważne jest, żebym umiała dostrzec i docenić małe rzeczy, małe zmiany, małe sukcesy. Bo przecież nasze życie budują głównie te małe, wydawałoby się niezauważalne czy bardzo zwyczajne, sprawy. A jeśli te małe, codzienne rzeczy stanowią istotę naszego życia, to dlaczego tak rzadko to zauważamy, dlaczego tak mało to doceniamy? Dlaczego większość tego co mamy, i to nie tylko w sensie materialnym, traktujemy jako pewnik, jako oczywistość, jako coś, co nam się należy? Przecież wcale tak nie musi być. A nawet jak jest, to nie oznacza, że tak będzie zawsze.
To wydarzenie skłoniło mnie do bardziej świadomego patrzenia na siebie, na moich bliskich, na to, co mnie otacza, na to, co jest mi dane. Ale to nie oznacza, że jest mi łatwo to robić, że zawsze zauważam te drobiazgi, te mikrocząsteczki mojego życia. I to oczywiście nie oznacza też, że cały czas ze świadomością uczestniczę w swoim życiu. Bo tak się po prostu nie da. Ale ważne jest, żeby zauważać, żeby doceniać, żeby na chwilę zatrzymać się myślami nad tym, co nas spotyka. Ważne, żeby po prostu ucieszyć się, iż mimo niełatwych sytuacji jakie w życiu doświadczamy, są też i te dobre, piękne. A te codzienne, zwyczajne rzeczy sprawiają, że czujemy, że to życie, to jest nasze życie.
Może po prostu warto co pewien czas, w ciągu dnia, a zwłaszcza w tych nie najlepszych momentach, zatrzymać się i zadać sobie pytanie: co mnie dzisiaj ucieszyło, co mnie dzisiaj spotkało, może coś się zmieniło, co buduje mnie i moją rzeczywistość, a może przeoczyłam coś drobnego, ale cieszącego.
A co mnie ostatnio ucieszyło:
– oczywista oczywistość, czyli słońce, księżyc, mgła, deszcz, śpiew ptaków, poranne rześkie powietrze, szum drzew, czyli natura w całej swej odsłonie,
– joga – po czterech latach przerwy stanęłam na macie do jogi i okazało się, że trudnością było dla mnie na niej usiąść, nie mówiąc już o wykonaniu – jakiejkolwiek asany, a teraz widzę mikro postępy,
– joga dzisiaj – jak dobrze, że się skończyła, a ja jakoś dałam radę do końca,
– nowe adidasy, które obcierały moje pięty, a teraz zauważyłam, że noga dogadała się z butem i już mogę z radością wychodzić na spacer,
– gdy zrobiłam coś, co za bardzo nie chciało mi się robić,
– gdy stanęłam na wadze i okazało się, że schudłam 10 dkg, albo, uff, nie przytyłam, albo przytyłam „tylko” 50 dkg, a mogło być więcej,
– ostre papryczki wypełnione serkiem, które właśnie mąż mi przyniósł „na głoda” i pisanie stało się dużo przyjemniejsze.
A Ciebie? Co Ciebie ucieszyło?
Dzisiejszy dzień obfitował w powroty i wszystkie mnie niezmiernie ucieszyły. Niektóre planowane, spodziewane inne zaskakujące mnie samą.
1. Powrót dziecka do domu po kilkudniowym pobycie u cioci – radość ze spotkania z dzieckiem.
2. Powrót syna do jego dziewczyny po rozstaniu – radość , że ich uczucie przetrwało.
3. Wspólna praca z synem aby był dobrze przygotowany do poprawki egzaminu – radość z udanej współpracy nad czymś co dla mnie jest przyjemnością a dla syna raczej nie.
4. Wspólny wyjazd z mężem na koncert – radość z obecności ukochanej osoby i uczta dla uszu.
5. Przeczytanie powyższego tekstu na blogu – radość z tego, że ktoś potrafi tak dobrze ułożyć w zdania to co i ja myślę i czuję.
Ewa, miałaś piękny, obfity dzień, a Ty to piękno zauważasz. Dziękuję, że znalazłam się w nim.