Skarpetki

– Synuś, jak moje skarpetki? Fajne? – zapytałam śmiejąc się w duchu.
– Noo. Jaaasneee. Tak patrzyłem, jak je zakładałaś, ale pomyślałem, że będziesz chodzić, to nie będzie ich widać.
– Przecież Kinia też takie nosi. I to do spódniczki. To mamusi nie wolno? – powiedziałam śmiejąc się już do łez.
– Tak, nosi. Tylko w innym kolorze. Czarne, takie przezroczyste. Albo białe. A Twoje to takie brązowe, jakbyś miała częściowo bardzo opalone nogi. 

Teraz już wszyscy zaśmiewaliśmy się w głos.

– Mama, ty to z tym swoim śmiechem to do babci się nadajesz.
– Tak, gdyby mama zamieszkała z babcią, to po roku, jakbym przyjechał do nich, to bym jej nie poznał – włączył się do rozmowy Marek. Miałaby kilka kilogramów więcej, siedziałaby z babcią, rozwiązywała krzyżówki i zajadała ciasto. I mówiłaby tak, jak babcia, od jutra… przestanę jeść, zacznę się odchudzać, zabiorę się za siebie. Ale to od jutra. No co, nie byłoby tak?
– Byłoby, było. Bo do takich łatwych, przyjemnych rzeczy można naprawdę szybko się przyzwyczaić.

I w tym momencie mój makijaż spłynął razem ze łzami. Łzami śmiechu, gdy wyobraziłam sobie siebie i moją mamusię siedzące nad krzyżówkami.

Jakiś czas temu taka sytuacja wyglądałaby inaczej. Mój syn, gdyby zobaczył mnie w takim obciachowym stroju, udawałby, że mnie nie zna. Albo z wyrzutem powiedziałby „Mama, no weź, widać”. Ja z kolei, prawdopodobnie nie założyłabym takich skarpetek, które mój mąż nazywa antyseksami. Albo założyłabym je, ale bardzo dbałabym, żeby nie było widać, że w ogóle takie skarpetki mam.

A teraz… Teraz podchodzimy do siebie z dystansem, potrafimy śmiać się z siebie, z sytuacji, które  nas spotykają. Czy staliśmy się obojętni na to, jak wyglądamy, co robimy? Czy nam nie zależy? Nie, wcale tak nie jest. Zależy nam. Ja, w moich skarpetkach i podniesionych nogawkach spodni, faktycznie, z mojego punktu widzenia, wyglądałam nieco obciachowo i niekoniecznie czułam się komfortowo. Ale czy więcej takich skarpetek nie założę? Oczywiście, że założę. Może bardziej dopasuję je do siebie, żeby dobrze się w nich czuć. Ale czy niefajne skarpetki mogą spowodować jakiś nie najlepszy humor u mnie, jakieś pretensje do siebie, że przecież mogłam bardziej zadbać o to, w czym wychodzę „do ludzi”? Nie, nie spowodują. Bo jeśli ja czuję, że to co robię, co wybieram, jest dla mnie dobre, wygodne, lepsze od czegoś innego (np. od rajstop pod spodniami), to naprawdę nie ma dla mnie znaczenia, jak widzą mnie inni. 

Dystans do siebie. Czy zawsze go miałam? Nie, nie zawsze miałam dystans do siebie, do tego, co mnie spotyka. Nie zawsze potrafiłam się z moich przygód śmiać. Czasami naprawdę drobne, nic nieznaczące zdarzenia potrafiły spowodować, że traciłam dobre samopoczucie. Myślę, że z wiekiem, z którym łączą się zebrane doświadczenia, z poszerzoną świadomością, która z kolei pomaga w wyborze tego co naprawdę w życiu ważne, nabieramy tak bardzo potrzebnego dystansu. Potrafimy z przymróżeniem oka patrzeć na siebie, na przygody, które nas spotykają. Potrafimy zamieniać wydawałoby się negatywne sytuacje na śmiech, który jest tak ważny w naszym życiu. Śmiech, radość, to przecież niezbędne elementy dobrego samopoczucia, a w konsekwencji pięknego, wartościowego, szczęśliwego życia.

Życzę nam wszystkim wielu powodów do radości i umiejętności śmiania się z tego, co nas w życiu spotyka. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *