Moja bratowa naszą bohaterką

– Asia, Marzena wyczuła guzek w piersi. Jedzie teraz na badania.

Przez moment słowa mojej mamy sprawiły, że zaniemówiłam.

– Mamo, może to tylko jakiś niegroźny guzek i będzie dobrze. 

W tamtym momencie mieliśmy nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Mimo strachu odsuwaliśmy od siebie myśl, że Marzenka może mieć nowotwór. Bo przecież na prawo i lewo słyszy się, że inni chorują, ale zawsze to dotyczyło kogoś obok, a nie nas samych. A teraz…

Marzenka od lekarza usłyszała jednak, że na pewno nie jest to łagodna zmiana, że trzeba zacząć jak najszybciej działać.

Marzenka, mimo przeogromnego strachu, mimo płaczu, mimo niepewności, co będzie dalej, mówiła, że ona wierzy, że będzie dobrze, że musi być dobrze. Była gotowa podjąć każdy etap leczenia, żeby wyzdrowieć. I ta myś, że wszystko pozytywnie się zakończy towarzyszyła Marzence cały czas.

Zaraz po otrzymaniu diagnozy, Marzenka w mediach społecznościowych w bardzo delikatny sposób dała znać, co ją spotkało. I wtedy stała się piękna rzecz. Marzenka otrzymała mnóstwo ciepłych słów, mnóstwo dobrej energii, mnóstwo miłości i zapewnień o trzymaniu kciuków, o gotowości pomocy i wierze, że wszystko dobrze się skończy. Dzięki tej otwartości znalazły się też koleżanki, które, jak się okazało, też doświadczyły choroby i wyzdrowienia. To było bardzo ważne, bo było wsparcie tak wielu osób, ale też i realna pomoc tych dziewczyn, które miały już doświadczenie w leczeniu. Koleżanki od razu zaczęły organizować Marzence pomoc. Oprócz rad, jak sobie pomóc, wynikających z własnych doświadczeń, skontaktowały Marzenkę ze świetnym lekarzem i jego zespołem (dr. Pawłem Pyką ze szpitala w Wałbrzychu), którzy krok po kroku prowadzili Marzenkę do nowego życia. 

Marzenka przeszła po kolei wszystkie etapy leczenia. Zaczęło się od podstawowych badań, poprzez biopsję, badania genetyczne, chemioterapię, mastektomię, radioterapię, a teraz hormonoterapię. Czy było jej łatwo? Czy zawsze bez mrugnięcia okiem podchodziła do kolejnego etapu leczenia? Czy było tak prosto i szybko, jak szybko wymieniłam te kolejne etapy? Nie, absolutnie. Tak nie było. Był ciągły strach, jak zareaguje organizm, jak Marzenka będzie się czuła, jak będzie wyglądało jej życie w trakcie leczenia. Był ból, złe samopoczucie, były zniszczone paznokcie i była utrata włosów, które przecież dla kobiet tak wiele znaczą. Była też konieczność podejmowania decyzji o kolejnych etapach leczenia, konieczność dokonywania wyborów, które zadecydują o życiu. I tak, Marzenka to wszystko przeszła, bo wybrała zdrowie, wybrała życie.

Obserwowałam tę moją piękną bratową, jak radzi sobie w tym tak trudnym dla niej czasie. Obserwowałam, jak się pięknie otwiera, jak otwiera się na przyjmowanie pomocy, ale też i na jej dawanie. Obserwowałam, jak Marzenka z dnia na dzień staje się silniejsza, odważniejsza i pewniejsza tego, że życie jest warte starania. Obserwowałam, jak już od momentu otrzymania diagnozy chce zrobić coś dla innych, bo uważała, że po coś ta choroba ją dotknęła. Marzenka od początku dawała przykład sobą, że choroba nie wyklucza, że choroby nie można się wstydzić, że każdy człowiek, bez względu na stan zdrowia jest po prostu człowiekiem, który żyje całą pełnią. 

Marzenka wie, że życie, które otrzymała jest po coś. Zaczęła aktywnie uczestniczyć w akcjach związanych z profilaktyką raka piersi, ale również takie akcje organizować. Marzenka wie, że ma misję do spełnienia i tę misję pięknie realizuje.

Minął ponad rok od diagnozy, jaką otrzymała moja bratowa. Obserwując ją, jakie piękne zaszły w niej zmiany, zadałam Marzence pytanie „ Marzenka, gdybyś miała możliwość, to czy wolałabyś nie przechodzić tego, co przeszłaś i mieć życie, jakie miałaś do tej pory? Czy wybrałabyś to, co cię spotkało z wszystkimi zmianami, jakie w tobie zaszły?” „Wybieram to drugie.” pewnie odpowiedziała Marzenka.

Często zastanawiam się, jak ja bym odpowiedziała na takie pytanie. I nie jestem pewna, czy tak samo jak moja bratowa. Moja bratowa przeszła piękną przemianę, zmieniła wartość swojego życia. To co przeszła, utwierdziło w niej przekonanie, że życie powinno być piękne, spełnione, że życie powinno dawać radość z tego, że się żyje. 

Te doświadczenia, które przeszliśmy towarzysząc Marzence skłaniają mnie do refleksji. Każdy z nas ma w sobie moc, każdy z nas ma w sobie nieodkryte pokłady piękna, każdy z nas ma w sobie chęć doświadczenia pięknego, spełnionego, szczęśliwego życia. Nie czekajmy więc, żeby to nasze życie takim solidnym kuksańcem nas obudziło. Przebudźmy się wcześniej. Ale jeśli taki kuksaniec jest nam pisany, to wybierzmy życie i zróbmy z niego to, co zrobiła z nim nasza Marzenka, nasza bohaterka.










4 thoughts on “Moja bratowa naszą bohaterką

  1. Przeczytałam jednym tchem, czułam Marzenkę koło siebie. Znam ją osobiście. Razem siedziałyśmy kiedy podawano nam chemię, razem płakałyśmy żeby za chwilkę śmiać się i łapać życie. Marzenka wspaniała Marzenka

    1. Dziękuję. Tak bardzo się cieszę, że oddałam Marzenkę taką, jaka jest. Marzenka wielokrotnie opowiadała jakie wspaniałe Kobiety poznała w czasie chemioterapii, jak razem przechodziłyście z jednego stanu w drugi, jak się nawzajem wspierałyście. Dziękuję Wszechświatu, że stanęłaś na drodze Marzenki, że możecie razem iść dalej.

  2. Pięknie. Kolejna odzyskana dla Ducha osoba. Cudownie, że właśnie tak do tego podeszła. Choroba może być uzdrawiająca… W zasadzie zawsze jest taka, jeśli tylko znajdziemy w sobie mądrość i siłę, aby pójść za tym, co chce do nas przemówić.
    Wiele kobiet, które przechodzą to, co Marzenka, marzą o tym, aby rodzina, czy najbliżsi zobaczyli to tak, jak widzisz to Ty Joasiu. Pragną, aby docenić ich rolę w uzdrowieniu ale i dostrzec zmianę, jaka w nich zaszła. ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *