Dawno, dawno, temu…
Tak, było to dawno. Pewnie jakieś kilkanaście lat temu, ale utkwiło to w mojej pamięci. Tak naprawdę, to nie pamiętam, czy usłyszałam to w jakiejś audycji radiowej, czy może przeczytałam w jakimś artykule. W każdym razie jeden z rozmówców powiedział „Ale wiesz, ile ja w tym czasie nie wypaliłem papierosów?”
Rozmowa dotyczyła realizacji obietnic danych sobie. I jak się możesz domyślić, jakże częstego odpuszczenia tego, co sobie obiecywaliśmy. Bo tak to w życiu bywa, że coś postanawiamy, a potem… Albo wcale się za to nie bierzemy, wynajdując tysiące powodów, które nam to utrudniają. Albo zabieramy się i to z wielkim zapałem, ale ten z dnia na dzień, z chwili na chwilę zaczyna słabnąć. I tak czekamy do kolejnego poniedziałku, do urodzin, do po wakacjach, do nowego roku, żeby zacząć, żeby coś w swoim życiu zmienić, żeby spróbować, jak to jest, gdy żyjemy tak, jak chcemy.
Czas mija, a nasze wizje lepszego życia zaczynają blednąć. Zaczynamy zapominać o tym, jak miało być pięknie. I tak kilogramów nam nie ubywa, język obcy jakoś nie za bardzo chce się przyswoić, po prozdrowotnych marszach bolą nas nogi, praca w zasadzie jest, to po co ją zmieniać, no i te papierosy, jak paliliśmy, tak palimy dalej.
Ale, ale… Zauważmy jednak coś dobrego w tych naszych początkach. Bo przecież ile, w tym czasie naszego zrywu, nie wypaliliśmy tych szkodliwych papierosów, jak to zauważył wspomniany wcześniej rozmówca, ile nam ubyło kilogramów, no może dekagramów, ile zdrowych potraw zjedliśmy, ile nauczyliśmy się nowych słówek, ile przeszliśmy kilometrów, ile fajnych rzeczy odkryliśmy w naszej pracy. I jak świetnie się czuliśmy w czasie tego naszego zrywu. Jacy byliśmy dumni z siebie, jacy zadowoleni, jaka piękna przed nami rozpościerała się przyszłość, ile w nas było nadziei na nasze lepsze ja.
Nasze marzenia, nasze plany, nasze wizje lepszych nas samych, lepszego świata wokół nas, są nam bardzo potrzebne. Bo wyobrażasz sobie, gdybyś nigdy więcej nie planował zmienić swojego życia na lepsze, gdybyś tak na dobre zatwierdził w swoim życiu to, co tak naprawdę Ci w nim nie pasuje, gdybyś poddał się, wierząc, że tak już jest i nic nie da się zmienić… Czy wyobrażasz sobie… Ja sobie wyobrażam siebie smutną, uległą, wykonującą bez sprzeciwu wszystko to, w co zostałam zaprogramowana. Wyobrażam sobie moją twarz bez uśmiechu, zgarbioną sylwetkę i szarość wokół siebie. Ale to są wyobrażenia. Tylko i aż wyobrażenia. Tylko, bo mogę je zmienić, gdy chcę. Tylko, bo one nie świadczą o moim życiu, ani o tym co w nim będzie. I aż, bo mogą mnie poprowadzić do lepszego jutra, do kolejnych prób, do wiary, że dam radę.
I chyba właśnie o to chodzi w tych naszych próbach, często kolejnych próbach, w których nie zawsze udaje nam się wytrwać. Chodzi w nich o to, żeby poczuć, jak może być fajnie, jak możemy się dobrze czuć, jaki piękny wydaje nam się świat wokół nas, gdy widzimy go z tej naszej lepszej perspektywy. Bo to czucie po tych naszych zrywach w nas zostaje i jest w pewnym sensie motywatorem do kolejnych prób. Aż w końcu coś kliknie, coś zaskoczy i będzie tak, jak to sobie wyobrażaliśmy. A czasami to kliknięcie będzie przebudzeniem nas samych, że tak naprawdę, wcale nie potrzebujemy tej zmiany, którą już tyle razy chcieliśmy zaprosić do naszego życia. I wtedy… Wtedy odpuszczamy sobie jedno i zaczynamy doświadczać czegoś innego.
Życzę nam pięknych prób i wytrwałości w tym, co jest naprawdę nasze.