Dzień Asi

Byłam sama. Zrelaksowana leżałam na drewnianej ławce. Ciepłe powietrze otulało moje ciało. Do uszu dochodziły cichutkie dźwięki spokojnej muzyki, a pod powieki powoli napływał sen. I tak w tym półśnie zaczęły do mnie przychodzić myśli: Gdybym tak mogła częściej korzystać z takich dobrodziejstw. Jest mi tak dobrze. Pobyć sama ze sobą. Sama ze swoimi myślami. Bez pośpiechu. Bez odkładania siebie na później. Robić to, na co ma się ochotę i czego tak bardzo potrzebuje moja dusza. Natalia de Barbaro mówiła, że ma taki jeden, stały dzień tygodnia, który poświęca tylko sobie. Chyba nazwała go „parasolowym dniem”, czy jakoś tak. Nawet, jeśli nazwała go inaczej, to ten „parasolowy” bardzo pasuje, bo przecież parasol symbolizuje ochronę. Fajna nazwa. No ale przecież ona ma inną pracę. Ona może sobie na to pozwolić. A ja…

I nagle, moje przymknięte powieki się otworzyły, żeby za chwilę opaść i dalej marzyć: Dlaczego od razu zakładam, że nie mogę, jak Natalia. No faktycznie, te dni co tydzień, to nie byłoby łatwo. Ale tak raz w miesiącu? Przecież tak mogłabym zrobić. Ależ byłoby wspaniale. Ależ byłoby mi dobrze…

Przy kolacji, a była to moja urodzinowa kolacja, zaczęłam Markowi opowiadać, jak było mi dobrze i jak to Natalia robi dla siebie takie dni sama ze sobą. Zaczęłam opowiadać, co ja bym wtedy robiła. Zaczęłam mówić o tym, że tak naprawdę nigdy sama ze sobą dłużej nie byłam.  Nigdy tak świadomie nie poświęciłam sobie dłuższego czasu.

Marek podchwycił mój pomysł, uważając, że ja też powinnam tak zrobić. Już przy tej kolacji ustaliłam jeden stały dzień w miesiącu – pierwsza środa po dwudziestym. Już przy tej kolacji zaczęłam planować, co w tę pierwszą środę zrobię. Już od tej kolacji nie mogłam się doczekać tej środy. To od tej kolacji, na myśl o tym, że będzie TAKA środa, uśmiech wypływał na moją twarz, a serce aż radośniej podskakiwało.

Ten pomysł środowych Dni Asi przyszedł do mnie w moje 53 urodziny. Ktoś może powiedzieć, że późno. Ktoś inny może stwierdzić, że taki dzień, to dopiero na emeryturze. A jeszcze inny może powiedzieć, że jeszcze nie ma, ale też by tak chciał i zacznie kombinować, co zrobić, żeby ten dzień albo chociaż te kilka godzin mieć. Jestem przekonana, że każdy z nas tego potrzebuje. Może nawet jeszcze o tym nie wie, bo ta potrzeba przykryta jest grubą warstwą innych, codziennych potrzeb i nawet nie jest w stanie dać o sobie znać. Ale, ale… Czy na pewno nie daje o sobie znać? Czy na pewno nie czujesz jej subtelnych sygnałów? Czy na pewno, gdzieś w głębi siebie, w swoim sercu, nie czujesz delikatnego smutku, że czegoś Ci brakuje, że czegoś potrzebujesz? Może to jest właśnie to? Może w codziennym zgiełku spraw i potrzeb innych, ciało i dusza wołają o swoją uwagę? Może wołają: Jestem, jestem… Zauważ, że jestem i potrzebuję uwagi, potrzebuję opieki, potrzebuję otulenia. Potrzebuję twojego zauważenia.

A gdybyś tak pomarzyła? Gdybyś skierowała swoje marzenia w swoim kierunku? Gdybyś tak poczuła całą sobą, jak dobrze jest Ci w tych marzeniach? I gdybyś tak ten dzień z marzeń przeniosła w swoją rzeczywistość? Jak by Ci było? 


2 thoughts on “Dzień Asi

  1. Piękny wpis♥️
    To bardzo ważne, aby w codzienności znalazła się taka chwila tylko dla siebie. Rozmowa ze sobą, swoją duszą!!
    Nigdy nie jest za późno, ja tak uważam.
    Pięknie, że tym się dzielisz i inspirujesz♥️

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *