Świat potrzebuje dobra. A dobro dajemy my, ludzie. Uczestnictwo w tworzeniu dobra nie polega tylko na jego przekazywaniu, ale również na przeciwstawianiu się rozszerzaniu się energii z przeciwstawnego bieguna. Energii, która niszczy, rani, obraża, umniejsza. Energii, która sprawia, że zaczynamy wątpić w najważniejsze ludzkie wartości lub zaczynamy je nieodpowiednio rozumieć. Energii, która nie pochodzi z serca.
Media społecznościowe pełnią dla większości z nas dosyć ważną rolę w naszym życiu. Dla jednych są narzędziem do pracy. Dla innych miejscem, w którym mogą łączyć się w grupy, poznawać nowych ludzi, zawiązywać przyjaźnie. Dla jeszcze innych są miejscem rozrywki. Dla kolejnych źródłem informacji. A dla części z nas są po prostu oknem na świat, który łączy wszystkie te elementy. Nikt nie wątpi w siłę mediów społecznościowych. Przekonujemy się o tym, gdy słyszymy o pięknych pomocowych akcjach, które zyskały niesamowity rozgłos właśnie dzięki tym mediom. Jednak ta siła, niestety, nie idzie tylko w tę piękną stronę. W stronę dobra. Ona również ma swój kierunek w stronę przeciwną. A my bardzo często nawet nie jesteśmy świadomi, że uczestniczymy we wzmacnianiu tego kierunku.
W mediach bardzo często widzimy niewybrednie memy, dowcipy, które niby żartem obrazują nam sytuacje z życia, gdzie bohaterami są politycy, gwiazdy, celebryci czy inne osoby ogólnie znane. Bohaterami jesteśmy również my, „zwykli” ludzie, często w rolach żon, mężów, teściowych czy przybyszów z innego kawałka Ziemi. Proszę, powiedz szczerze, czy zanim dasz lajka takiemu żarcikowi, czy zanim skomentujesz taki wpis, zastanawiasz się, co ta Twoja reakcja zrobi dla świata? Czy dając swoją dyspozycję „podaj dalej” zastanawiasz się, co tak naprawdę podajesz? Czy podajesz do świata dobro, czy może wręcz przeciwnie? Mogę się domyślić, że będziesz podejrzewać, że jestem smutasem, że nie znam się na żartach, że przecież ci, którzy są bohaterami tych obrazów nie bez powodu nimi zostali. Odpowiem Ci więc, że lubię się śmiać, lubię żartować i kiedyś tego typu żarty były również moim sposobem na poprawienie sobie humoru. Do czasu, gdy zrozumiałam, że to nie ma sensu. Że naśmiewając się z polityków, celebrytów, sportowców, księży, blondynek, teściowych czy ludzi innych nacji, pozbawiam tych ludzi szacunku, który im się należy. Nie szacunku, bo coś zrobili dobrego czy z racji pełnionej funkcji. Szacunku, bo są ludźmi, takimi jak Ty i ja. Wiem, że promując taki obraz ludzi, chociażby nie wiem jak według niektórych sobie na to zasłużyli, wysyłam negatywną energię do świata. Wysyłam ja, wysyłasz Ty, wysyła każdy, kto zalajkuje, doda wzmacniający komentarz i kliknie „udostępnij”. I dzięki tej niesamowitej sile mediów społecznościowych idzie w nasz świat negatywna energia, która sprawia, że, jak wiesz, na świecie nie dzieje się dobrze.
A co powiesz, gdy w mediach pojawia się post, który już nie przez żart, a jawnie obraża, poniża, dyskryminuje? Gdy pojawia się post, który niby w imię naszego wspólnego dobra, tak nakręci w naszych głowach, że już w końcu nie wiemy, czy nasze wartości są dobrymi wartościami? Nie wiemy, czy to, że w coś wierzyliśmy było słuszne? Post, który przedstawia nam rzeczywistość korzystając z podawania nam wybranych fragmentów, pozbawionych kontekstu, pozbawionych rzetelnych, obiektywnych informacji, uwypuklając jednostkowe przypadki niewłaściwych zachowań w danych grupach społecznych. Czy taki post zasługuje na nasze zainteresowanie? Czy możemy bez zastanowienia, często nakręceni przez inne dopływające do nas nie najlepsze informacje, wzmocnić ten przekaz przez lajkowanie, komentowanie i udostępnianie? Powtórzę to, co napisałam wyżej, że jeśli tak zrobimy, to dzięki niesamowitej sile mediów społecznościowych idzie w nasz świat negatywna energia, która sprawia, że, jak wiesz, na świecie nie dzieje się dobrze.
Nie jest mi łatwo pisać o tym wszystkim. Nie jest mi łatwo pokazywać nasze ludzkie słabości, jakbym nie wiadomo kim była, jakbym była pozbawiona wad i postępowała tylko dobrze. Nie, nie jestem taka. Też mam swoje ułomności. Ale staram się żyć świadomie, staram się kierować sercem, staram się przed swoją reakcją mieć chwilę zatrzymania, chwilę zastanowienia, czy to, co zrobię jest słuszne, czy to, co robię przyniesie dobro, czy to, co robię czasami kogoś nie skrzywdzi. Staram się, zanim kliknę i wzmocnię tę potężną siłę mediów społecznościowych, zastanowić się, czy na pewno sieję dobro. Bo przecież na tym mi zależy.
Jak zawsze bardzo szczerze i zachęcająco. Dziękuję Joasiu. „Nie jest mi łatwo pokazywać nasze ludzkie słabości, jakbym nie wiadomo kim była, jakbym była pozbawiona wad i postępowała tylko dobrze. Nie, nie jestem taka. ” napisałaś Joasiu. Ale Ty jesteś „niewiadomo kim”, każdy z nas jest. I tak naprawdę, to wiadomo kim. Nie chcemy jedynie w to uwierzyć.❤️
Iwonko, dziękuję bardzo❤️. Dziękuję za miłe słowa i zwrócenie mojej uwagi na to, że jestem kimś❤️