Lasoterapia

Dojechaliśmy. Wysiedliśmy z samochodu i nasze ciała momentalnie przeszyło zimne powietrze. Mimo to, na twarzach zagościł uśmiech. Szybko nałożyliśmy kurtki, czapki, rękawiczki i raźnym krokiem ruszyliśmy wzdłuż jeziora. Było chłodno, ale powietrze pachniało już wiosną. Skierowaliśmy się w stronę stawów. Gdy tak szliśmy leśną ścieżką do naszych uszu dotarł odgłos pracującego dzięcioła. Zadarliśmy głowy „Tam jest” powiedział Marek i przyłożył do oczu lornetkę. „Ale wielki. Ale piękny”. Teraz ja obserwowałam dzięcioła. Piękny z czerwoną czapeczką i czerwonym brzuszkiem. Jego czarno-biały ogon poruszał się w rytm stukania. Byłam przekonana, że dzięcioły stukają rytmicznie, małymi, jednostajnymi ruchami. A tu nie. Ruchy były różnej mocy i za każdym stuknięciem ciało dzięcioła odbijało się w inną stronę. Staliśmy zafascynowani. 

Ruszyliśmy dalej. Ścieżka zaczęła robić się coraz bardziej mokra i grząska. Musieliśmy bardzo uważać, żeby nasze nogi nie zapadły się w rozmokłej ziemi. Mimo to, co chwilę przystawaliśmy, żeby popatrzeć… Na krzewach pojawiły się już pierwsze pąki. Tuż obok stała woda z podsiąków, do której poupadały chore drzewa. Stare pnie leżące przy ścieżce były całe obrośnięte pięknym, zielonym mchem. Było cudnie. Było dziko. Było naturalnie. Z daleka było słychać odgłosy jakiś ptaków. Po chwili zorientowaliśmy się, że to klangor żurawi. Ostrożnie szliśmy dalej. Stawy były tuż, tuż. Jeszcze tylko kawałek. Jeszcze tylko jeden zakręt i są… Potężne, przedwojenne stawy. Żeby je obejść potrzeba kilku godzin. Są tak stare, że mimo, że sztuczne, pięknie wkomponowały się w teren, jakby były tu już od wieków. 

Zatrzymaliśmy się na grobli. Do naszych uszu dotarł świst skrzydeł lecącego łabędzia. Krążył nad taflą wody, by w pewnym momencie obniżyć się i zanurzając nogi w wodzie zacząć hamować. Płynnie, przy towarzyszących dźwiękach pluskającej wody, łabędź wylądował i jakby nigdy nic zaczął powoli, majestatycznie płynąć po wodzie. 

Po kilku chwilach ruszyliśmy raźno, żeby rozgrzać nasze ciała. Ale cóż, zimno zimnem, a przyroda wzywa. Tym razem na niebie pojawił się orzeł. Piękny. Leciał z szeroko rozpostartymi skrzydłami, z rzadka nimi ruszając. Jego lot był spokojny, dostojny. Żadnych zbędnych ruchów. Tylko tyle, ile potrzeba. Orzeł zniknął gdzieś w koronach drzew, a na niebie pojawił się sznur kaczek. Oj, te wprost przeciwnie. Machały swoimi krótkimi skrzydełkami intensywnie, żeby utrzymać się w powietrzu i przesuwać do przodu. Widok był piękny. Po takim zestawieniu od razu nasuwa się myśl, jak każde z nas musi przystosować się do życia, do warunków, w jakich żyje. I nie ma co patrzeć, że jednemu wystarczy jeden ruch skrzydłami, a inny w tym czasie musi wykonać ich dziesięć. Tak czasami jest i już.

Ale, ale. Koniec rozważań. Trzeba iść dalej, bo zimno, bo przygoda czeka… Trzeba iść, by po chwili znowu się zatrzymać. Tym razem kałuża wody na ścieżce, a w niej… samoloty lecące po niebie… Tak, tak. Tak to wyglądało. A tak naprawdę, to jakiś ptak kilkukrotnie odbił swoje trzy palce i stworzył obraz nieba na ziemi. A czyż nieba nie ma na ziemni?

Ruszamy szybko, by jednak co chwilę się zatrzymać. A to piękne kotki na drzewach zapowiadające wiosnę, a to ścieżka, którą leśne zwierzęta schodzą do wody napić się, A to zimorodek, którego zauważył Marek, a ja niestety nie, a to odciśnięte wielkie łapy i trwoga – wilk? nie, chyba jednak duży pies, stwierdzamy z ulgą. A tam, zobacz, oglądnij się, jaka piękna dróżka oświetlona słońcem, jaka tajemnicza. A tam, jak pięknie słońce widać wśród drzew. I to stare drzewo, całe omszałe. Jest cudnie. Jest tak pięknie, że wydaje się, że piękniej się nie da. A jednak. Gdy z powrotem dochodziliśmy do jeziora naszym oczom ukazał się przepiękny widok – cała ściana lasu, którą widzieliśmy w oddali, pięknie odbijała się w jeziorze, wraz z niebem, które nad nią się rozpościerało. Staliśmy zafascynowani. Jak ten świat jest pięknie stworzony. Jak dobrze, że możemy korzystać z jego uroków.

Tylko dwie niecałe godziny wystarczyły, żeby przeżyć niesamowite chwile. Chwile, które na długo zostaną w naszej pamięci. Chwile, które ładują nasz organizm na kolejne dni. Chwile, które pozwalają odpocząć głowie i zobaczyć codzienne wyzwania z innej, tej lepszej perspektywy. Chwile z przyrodą są zawsze bezcenne. Chwile z przyrodą są niezbędne dla dobrego życia każdego z nas.




Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *