Siejmy dobro. Zmęczenie

Posuwałam się wolno do przodu. Moje nogi już ledwo się podnosiły. Jeden krok, druki krok, trzeci krok,… Co chwilę traciłam równowagę, gdy natrafiałam na śliskie dno wchodząc w kałużę powstałą z roztopionego śniegu. Jeszcze ta breja pośniegowa, która bardzo utrudniała wędrówkę. Nie zważając na to, gdzie stawiam kroki, czy moje buty przemokną, czy się wywrócę, marzyłam tylko o tym, żeby iść, dojść do celu i odpocząć. 

Zmęczenie. Podejrzewam, że znasz ten stan. Jeśli doświadczasz go rzadko, to świetna wiadomość. Jeśli jednak często, albo jak się teraz mówi, Twoje zmęczenie jest stanem permanentnym, to dobrze nie jest. Bo zmęczenie nie tylko osłabia nasze zdrowie, naszą możliwość działania w jakimkolwiek obszarze i motywację do tego działania. Zmęczenie osłabia też naszą pamięć, koncentrację, pracę naszego mózgu i stan naszego umysłu. Zmęczenie wpływa na nasz stan emocjonalny, to znaczy, jak zapewne się domyślasz, nie jest to dobry wpływ. Zmęczenie powoduje, że widzimy świat w ponurych barwach i nie za bardzo nam zależy, żeby coś zrobić, żeby te barwy zamienić na piękniejsze, radośniejsze. Zmęczenie powoduje, że obojętniejemy.

A na co obojętniejemy? Na to, co nam się w tym czasie przytrafia, czego jesteśmy świadkami czy uczestnikami. Ta obojętność sprawia, że nie dokonujemy dobrych wyborów. To tak, jak w mojej krótkiej historyjce, już mi było obojętne, czy przemoczę nogi, czy upadnę, chociaż wiadomo, że skutki tych zdarzeń mogłyby mnie dużo zdrowotnie kosztować. Ale po prostu byłam zmęczona. Szłam tak, jakbym tylko poznała podstawowe zasady chodzenia – najpierw jedna noga do przodu, potem druga, i tak powtarzać… Jakbym nie ukończyła dalszej części kursu, jak iść dobrze, bezpiecznie, sprawnie, bez niepotrzebnej utraty energii. A może to ja w pewnym momencie mojego życia uznałam, że wystarczy mi zasada noga za nogą i że nic innego mi się nie przyda? A przecież, gdybym wpoiła sobie, tak jak „noga za nogą”, również te pozostałe wskazówki, gdybym je codziennie ćwiczyła, to mimo zmęczenia, bo ono czasami jest nieuniknione, szłabym i do przodu, i bezpiecznie.

Lubię zauważać, że „w życiu tak bywa”. Że nasza postawa w jednej z życiowych sytuacji, przekłada się na postawy w innych sytuacjach. A skąd to wiem? Jak to skąd? Z własnego życia. Bo na przykład takie zmęczenie powoduje u mnie, że nie wybieram dobrze. Wybieram łatwiej, odruchowo, żeby nie musieć zbytnio angażować energii na dokonywanie wyborów, bo przecież tej energii nie mam. A do tego przy zmęczeniu, moje emocje, to zazwyczaj są emocjami z niskich poziomów, czyli rozdrażnienie, złość, gniew, niepokój, niecierpliwość, nadwrażliwość. W konsekwencji burczę, zrzędzę, narzekam, jestem złośliwa, moja empatia szwankuje. I jak tu w takim stanie wybierać dobrze? Jak być dobrym, wrażliwym człowiekiem? Jak kierować się miłością? Jak siać dobro, na czym tak bardzo mi zależy?

Otóż jest rozwiązanie. Nie będę mówiła „Nie bądź zmęczona”, bo to nie zawsze jest możliwe. Już bardziej powiem „Staraj się, żeby Twoje zmęczenie nie było zbyt częste i zbyt intensywne. Może dasz radę w jakiś sposób zmienić coś w swoim życiu, żeby tak było”. Tak, to mogę zaproponować. Ale jest jeszcze jeden, taki podstawowy sposób: ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć… Ćwiczyć mięsień dobra, życzliwości, empatii, wdzięczności. Jak będziemy to robić codziennie, w każdej sprawdzającej nas sytuacji, to stanie się to dla nas odruchem, a nie działaniem wymagającej od nas dodatkowej energii, której przy zmęczeniu nie mamy za dużo. U mnie to działa. Gdy tylko zaczynam być taka niefajna, zazwyczaj w mig lub w miiiiiig trzeźwieję, zarumienię się i staję się lepsza, łagodniejsza. Bo przecież właśnie taka chcę być.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *