Był już wieczór, a my postanowiliśmy wybrać się do lasu na spacer. Już pierwsze chwile mnie zachwyciły. Zaraz za naszym płotem, Marka tata posadził kilka lat temu lipę. Lipa rosła, i rosła, aż urosła naprawdę duża. I nic. Ani kwiatów, ani zapachu. A dzisiaj, właśnie dzisiaj, gdy tak szłam w jej kierunki i jeszcze miałam do niej z dziesięć metrów, aż przystanęłam. Wciągnęłam powietrze nosem i mówię zachwycona do męża: Marek, lipa!
Ależ pięknie i intensywnie pachniało. Staliśmy pod lipą zauroczeni. Czy wiesz jak pachnie lipa? Zapewne wiesz. A jak nie wiesz, to biegnij szybko do lasu czy parku i wdychaj, wdychaj, wdychaj, aż Ci się w głowie zakręci. Nam się zakręciło. Jakie to przyjemne kręcenie. Aż chce się jeszcze, i jeszcze, i jeszcze… Ale las czeka… Naprawdę nie wiem, co to dzisiaj się działo w powietrzu… Wszystko tak pięknie pachniało: oczywiście co rusz lipa, do tego jaśmin, czarny bez, gdzieniegdzie jeszcze wiciokrzew. Pachniał piasek pod nogami, raz bardzo suchy, raz wilgotny od wczorajszego deszczu. Pachniało igliwie pod drzewami. Pachniało wilgocią, aby za chwilę zapachnieć suchym lasem. W głowie się kręciło od zapachów, a z ust co rusz wyrywał się okrzyk zachwytu. A do tego jaka uczta dla oczu! Jaka bujna zieleń! Co chwilę skręcaliśmy w jakąś ścieżkę, która jakby była wydeptana w gąszczu uginających się od zielonych liści krzewów. Piękna, gęstą trawa i koniczyna ze swoimi białymi kwiatkami, dopełniały widoku. I jeszcze jagodnikowe kobierce u stóp sosen. A to wszystko dopełniał piękny ptasi śpiew.
Cudo, cudo, cudo…
– A widzisz. To dzięki mnie tak się teraz zachwycasz. To ja zaproponowałem spacer. A tak, siedziałabyś przy biurku i odrabiała lekcje – powiedział Marek ze śmiechem.
– Marunia, ja właśnie odrabiam lekcje. Zachwycam się, podziwiam, doceniam, cieszę się. To moja prawdziwa lekcja.
Marek od pewnego czasu ma ze mnie ubaw, że taka duża, a lekcje odrabia. Bo ja codziennie, no prawie codziennie, faktycznie odrabiam lekcje. Uczestniczę w kursie „Tam, gdzie rośnie szczęście” Iwonki Majewskiej-Opiełki i w tym kursie mamy codziennie jakieś zagadnienia do zauważenia, przemyślenia i zapisania. Pierwszy tydzień był tygodniem uważności. Drugi tydzień, czyli właśnie ten tydzień, jest tygodniem wdzięczności, która można powiedzieć nie istnieje bez uważności. Więc ja, na tym naszym spacerze, pełna zachwytu, radości, uważności na to, co mnie otacza, jakby nie było, odrabiam lekcje w praktyce. I to jak porządnie zorganizowanej praktyce.
Bo jak wyglądałoby życie bez praktyki? Jakie by ono było, gdybyśmy zamiast doświadczać, tylko uczyli się o doświadczaniu? Gdybyśmy zamiast być wdzięcznym, tylko o tym czytali? A zamiast zauważać, tylko marzyli o tym, żeby kiedyś zacząć zauważać. Tak się nie da. Nie da się przeżyć życia tylko w warunkach laboratoryjnych, w warunkach może i bezpiecznych, ale pozbawionych uczuć i emocji. Nie da się poczuć zapachu lipy tylko o nim czytając. Nie, tak się nie da. Bo z takiego życia byłaby lipa i uwierz mi, taka lipa nie zachwycałaby tak, jak ta, która rośnie w lesie i pod którą mogłabyś stać, i stać, i stać, i zachwycać się nią wszystkimi zmysłami.