Koncertowe życie

Przyszliśmy na koncert wcześniej, żeby zająć dobre miejsce. Stanęliśmy tuż pod sceną. Powoli zaczęli schodzić się ludzie i zapełniali miejsca dla widowni. Jedni stawali za nami, inni przed nami lub obok nas. Jeszcze trwały rozmowy, śmiechy. Co któryś, żeby nie męczyć nóg, przysiadł na ziemi. Po pewnym czasie, już było widać, że przygotowania dobiegają końca i zespół za chwilę wyjdzie na scenę. Każdy z nas zaczął więc szukać swojego super dogodnego miejsca, z którego będzie widać artystów. Szczęściarze, czyli w tym także my, stali tuż przed scena, więc nie obawiali się, że widoczność będzie utrudniona. No przecież dobrze się przygotowaliśmy, dobrze się ustawiliśmy. Przyszliśmy wcześniej, żeby zająć swoje strategiczne miejsce. Więc świetne widoki mieliśmy mieć zagwarantowane. A tu klops! Zespół wyszedł na scenę. Ludzie zaczęli się przesuwać do przodu, a wśród nich ci wyżsi od nas. Wyciągali ręce do góry, żeby zrobić zdjęcie, nagrać film. Co niektórzy, którzy przyszli z dziećmi, posadzili je na swoich barkach. Po tłumie przeszedł szum niezadowolenia z takiego obrotu sprawy. I tym sposobem zagwarantowana widoczność stała się już tylko niezrealizowanym planem. No ale cóż. Trochę głowa w prawo, trochę w lewo, trochę wspięcia się na palce, a może przesunięcia w dogodniejszą stronę. A zespół, jak gdyby nigdy nic, grał swoje kawałki. A my, jak gdyby nigdy nic, uczestniczyliśmy w tym świetnym wydarzeniu. W pewnym momencie zreflektowałam się, że wszystko widzę, nikt i nic mi nie przeszkadza. Stoję na swoim miejscu, kolebię się w takt muzyki, podśpiewuję i… jest mi super. Umościłam się tam, gdzie mi było dobrze. I od razu przyszła do mnie myśl: no tak jak w życiu.

W życiu też przecież tak jest. Planujemy, przygotowujemy się, rozpatrujemy wszystkie warianty i wybieramy ten, który jest najkorzystniejszy. Jesteśmy spokojni, zadowoleni, że z taką postawą, z takim zaangażowaniem, życie będzie nam szło jak z płatka. Bez komplikacji, nieoczekiwanych zwrotów czy niechcianych niespodzianek. A niestety, pewnie nieraz doświadczyłaś sytuacji, kiedy życie Cię zaskoczyło, mimo Twojej odpowiedzialnej, zaangażowanej postawy. Że życie powiedziało „Sprawdzam Cię, jak sobie teraz poradzisz.”. I wtedy co robisz? No jak to co?  Zbierasz się ponownie do działania. Szukasz kolejnego rozwiązania, szukasz nowej drogi, którą będziesz kroczyć przez życie, a może po prostu niezbędnego objazdu, który dowiezie Cię do celu. I ani się nie oglądniesz, jak stwierdzisz, że jest dobrze, że jest normalnie, jest tak, jakby tak było zawsze, jakby tak miało być. 

Często nie mamy ochoty przechylać głowy, przesuwać się, czy wspinać na palce. Jest nam dobrze tak, jak jest. Umościliśmy się w naszym życiu, jak w przytulnym gniazdku i nie chcemy tego gniazdka opuszczać czy robić w nim generalnego remontu. Ale życie jest życiem. Życie jest pełne nieoczekiwanych zwrotów akcji, i tych fajnych, i tych, z którymi nigdy nie chcielibyśmy mieć do czynienia. Często jednak nie mamy wpływu na to, co przynosi nam los, mimo, że tak bardzo staraliśmy się do naszego życia przygotować. I co nam pozostaje? Boksować się z życiem? Obrazić się na nie? Schować się pod kołdrą i czekać, aż to niechciane samo minie? A może po prostu zaakceptować te dary losu i szukać w sobie zasobów, żeby układać życie na nowo, z tym wszystkim, co ono nam przyniosło. Może docenić swoją moc, docenić swoją siłę i żyć na nowych warunkach. Aż z czasem zauważymy, że życie nadal płynie, a my płyniemy razem z nim.

Życzę nam wszystkim niewyczerpanych zasobów do pięknego przeżywania życia.

Dziękuję, że jesteś ze mną
Asia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *