Gdyby ktoś kilka lat temu zapytał mnie, czy jestem szczęśliwa, nie wiem, jaką dałabym mu odpowiedź. Pewnie byłaby to odpowiedź twierdząca, chociaż gdzieś w głębi mnie tliłaby się iskierka watpliwości. Bo tak naprawdę miałam w życiu wszystko: zdrowie, dobrą, kochającą się rodzinę, wymarzony dom, pracę, która zapewniała mi poczucie bezpieczeństwa finansowego i pozwalała na fajne życie. Ja sama byłam osobą, która sobie dobrze we własnym życiu radzi. Czego więc można więcej chcieć? A jednak chciałam czegoś więcej. Czułam, że czegoś mi brakuje. Czułam, że jednak nie jestem w pełni szczęśliwa, chociaż tak trudno było mi się do tego przyznać. Czułam całą sobą, że szczęście to coś więcej, a wszystko we mnie wołało, że ja CHCĘ BYĆ NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWA. Była to jakaś nieuświadomiona pewność, że każdy w życiu powinien być w pełni szczęśliwy, że życie właśnie na tym polega – na byciu szczęśliwym.
Nie wiedziałam dlaczego tak się czuję, o co mi tak naprawdę chodzi, nie wiedziałam, jak można, albo czy w ogóle można, pogodzić trudy życia z byciem szczęśliwy. Nie wiedziałam, więc zaczęłam szukać odpowiedzi. I tak powoli, krok po kroku, zapoznając się z ludzką naturą, ludzką psychiką, uchylając drzwi do świata duchowości, zaczęłam odkrywać życie na nowo.
Och, jak to ładnie brzmi „odkrywać życie na nowo”, a tak naprawdę to odkrywanie, to codzienna praca, codzienne decyzje, to pojawiające się wątpliwości, czy na pewno tego chcę. Tak, wątpliwości nieraz mnie nachodziły, bo przecież łatwiej jest iść utartymi ścieżkami, niż ryzykować stąpanie nową drogą. Szczególnie, gdy te znane mi trasy wcale nie były takie nieciekawe. Były bezpieczne, spokojne. Z zamkniętymi oczami wiedziałam, kiedy powinnam zwolnić, a kiedy mogę przyspieszyć. A teraz? Nowa droga wymagała uważności, refleksji, ciagłego dokonywania wyborów, cofania się i wybierania na nowo. Były momenty buntu z kategorii „nigdzie dalej nie idę”, żeby po chwili posłuchać podszeptów serca, że przecież ta droga prowadzi do życia wypełnionego wartościami. Moimi wartościami. Aż w końcu doszłam do punktu, w którym napis na powitalnej wstędze głosił JESTEM SZCZĘŚLIWA.
Pamiętam ten moment, kiedy sobie to uświadomiłam. Już od jakiegoś czasu zauważałam, że w moim życiu jest więcej radości, zachwytu, jest pokora i akceptacja. Czułam większy wewnętrzny spokój, który prowadził mnie do dokonywania dobrych wyborów. Widziałam, że jest we mnie coraz więcej pozytywnych emocji, a te z gatunku negatywnych coraz rzadziej kierowały moimi reakcjami. Obserwowałam i poznawałam siebie, by upewnić się, jakim chcę być człowiekiem, w jakim kierunku iść i jakimi wartościami się kierować. A najważniejsze chciałam być szczęśliwa, bez względu na to, co mi przyniesie życie. Nawet przemknęła mi przez głowę myśl, kiedy los wystawi mnie na próbę.
Nie musiałam długo czekać, aż życie powie „sprawdzam”. Już kolejnego dnia dotarła do mnie bardzo smutna informacja dotycząca naszej rodziny. Nie wiedzieliśmy, co będzie dalej, jak będzie dalej, jak będzie toczyło się życie naszych najbliższych i nasze. Było w nas mnóstwo smutku, strachu i niepewności. Ale w tej całej bardzo trudnej sytuacji, we mnie cały czas pojawiała się jedna bardzo ważna myśl: chcę być szczęśliwa, chcę utrzymać ten piękny stan bez względu na wszystko. Nie chciałam utracić tego, co odnalazłam w swoim życiu. Poczułam, jak to jest być szczęśliwą i chciałam to szczęście w sobie pielęgnować.
Życie przynosi nam trudne chwile, czy tego chcemy, czy nie. Natomiast o szczęście, o radość, o zachwyt, o zadowolenie musimy zadbać sami. Musimy to wszystko pielęgnować, żeby pomagało nam przetrwać życiowe wyzwania i jednocześnie zapewniło piękne przeżywanie całego czasu, jaki jest nam dany.
W tym czasie, gdy naszła mnie świadomość mojego szczęścia, żeby za chwilę obdarzyć mnie nieszczęściem, napisałam te słowa:
Radość napędza radość.
Jestem radosna, bo jestem radosna.
Jestem szczęśliwa, bo jestem szczęśliwa.
Niezmiennie życzę nam wszystkim radości z radości i szczęścia ze szczęścia.
Asia
o szczęście musimy zadbać sami ,biorę to
Uczę się być odpowiedzialna za swoje życie ,szczęście ,niezależnie od okoliczności
dziękuję z serca
Pani Basiu, tak, jak Pani pisze, nikt za nas o nasze szczęście nie zadba. Więc my sami powinniśmy to zrobić. Dziękuję Pani bardzo za podzielenie się swoim doświadczeniem❤️