Kiedy pierwszy raz usłyszałam, że dobrze jest mówić, czego chce się od życia, a nie czego nie chce, to pomyślałam sobie, że jakie to ma znaczenie. Dla mnie te dwa zwroty oznaczały to samo, a przynajmniej miały dać ten sam efekt. Czasami jednak coś utkwi w mojej głowie i nie daje mi spokoju. Tak też było z tym stwierdzeniem. Zastanawiałam się, jaka jest różnica między tym, że czegoś nie chcę, a tym, że chcę coś odwrotnego. Zaczęłam tworzyć sobie zdania, które miały wyrażać taką samą chęć zmiany, ale brzmiały inaczej. I tak nasunęły mi się stwierdzenia:
nie chcę chorować – chcę być zdrowa,
nie chcę tyle pracować – chcę mieć więcej wolnego czasu,
nie chcę kłótni w rodzinie – chcę mieć dobre relacje w rodzinie,
nie chcę mieć bałaganu w domu – chcę mieć porządek,
nie chcę, żeby życie przeciekało mi przez palce – chcę być bardziej zorganizowana,
nie chcę chaosu – chcę mieć spokój.
Przykładów można mnożyć, bo przecież w życiu mamy wiele tego nie chcę, szczególnie gdy zaczynamy siebie coraz bardziej poznawać i zauważać, co nam w życiu przeszkadza, a czego brakuje.
Gdy tak zestawiałam ze sobą te zdania, które niby znaczą to samo, ale inaczej brzmią, to nasunęła mi się pierwsza myśl: zdanie z chcę pobudza do działania, motywuje do zmiany, do zastanowienia się, jak tę zmianę w życiu wprowadzić. To jak pobudka do lepszego życia, jak alert, który stawia na nogi i każe ruszyć do akcji. Chcę ma w sobie dużo energii. Dużo dobrej energii.
Nie chcę, z kolei, może czasami być tylko użalaniem się na tym, jak nasze życie wygląda, niekoniecznie pobudzi do zmiany, jego energia nie jest tak mocna jak energia chcę. Jest stwierdzeniem, które nie kończy sprawy, stwierdzeniem, któremu czegoś brakuje.
Moje przemyślenia nie zakończyły się jednak na tym wniosku, chociaż byłam bardzo zadowolona, że przekonałam siebie, jak warto i dlaczego warto formułować zdania w taki, a nie inny sposób. Sięgnęłam więc do swoich zasobów, które w ostatnich latach zgromadziłam i wyciągnęłam z nich kolejny argument „mózg nie rozumie słowa nie”. Może nie tyle nie rozumie, ale nie przetwarza nie tak dobrze jak tak. Z przeprowadzonych badań wynika, że nie daje negatywny sygnał do mózgu i powoduje dłuższy czas reakcji, a tak, jak się domyślasz, działa odwrotnie. Tak wysyła pozytywne sygnały i pobudza do szybszej reakcji, co w konsekwencji przekłada się na szybsze i efektywniejsze realizowanie tego, czego potrzebujemy w naszym życiu. Przeczytałam też, że u małych dzieci mówienie nie nie sprawdza się, bo wywołuje zamieszanie w ich mózgach. Zadanie jest dla nich po prostu zbyt skomplikowane, bo otrzymują za dużo operacji do wykonania. Wcale się temu nie dziwę i zastanawiam się, czy jednak u dorosłych to nie działa podobnie, bo jak tu zrozumieć komendę: nie chcę – to w końcu chcę czy nie?
Po chwili wpadło mi do głowy kolejne pytanie: a jak na nasze nie chcę może zareagować Wszechświat, jak zareaguje Istota Wyższa, która przecież bardzo chce nam pomóc? Może przecież zdarzyć się tak, że skoro nie chcesz tyle pracować, no to Wszechświat Ci w tym pomoże i ześle Ci czas wolny od pracy, tylko niekoniecznie taki, o jakim myślałaś. Bo może podesłać Ci chorobę, może podesłać Ci utratę pracy, może podesłać Ci inne, niekoniecznie takie jak chciałaś, rozwiązania, bo… rzucanie w przestworza nie chcę bez doprecyzowania, co chcę w zamian, może nie najlepiej się dla nas skończyć.
Nie chcę jest bardzo dobrym początkiem w poznawaniu prawdziwej siebie. Pokazuje nam, co nas uwiera, co nam nie pasuje, czego nie chcemy w naszym życiu. Można powiedzieć, że nie chcę jest aż, ale i tylko, początkiem. Konsekwencją nie chcę zawsze powinno być chcę. Bo chcę jest doprecyzowaniem, jest naturalną konsekwencją nie chcę, jest wielkim pragnieniem w nas do lepszego życia, jest pozytywnym bodźcem do zmian na lepsze. Nie poprzestawajmy więc na nie chcę. Zawsze wzmocnijmy je przez chcę i zacznijmy żyć tak, jak pragniemy, tak jak chcemy.
Wielu pięknych CHCĘ nam życzę.
Dziękuję, że jesteś
Asia