Decyzje

Może jednak nie pojedziemy w góry? Zapytał Marek, gdy tylko otworzył oczy.
Jestem za! Odpowiedziałam bez chwili namysłu.

Była majówka. Zaplanowaliśmy, że jeden dzień, z tych kilku wolnych, przeznaczymy na wyjazd w góry. Wybraliśmy miejsce, gdzie wiedzieliśmy, że nie będzie ludzi. Zaplanowaliśmy, o której wyjeżdżamy, co bierzemy do jedzenia, do picia, jak się ubieramy i gdzie, oprócz trasy spacerowej, dodatkowo pójdziemy. To było wieczorem. A rano? Rano była szybka decyzja, że zostajemy w domu.

Czasami tak mamy, że z naszych planów zostają nici. I zazwyczaj jesteśmy zadowoleni, że te misternie układane plany zmieniamy. A czasami się na siebie złościmy, że nie dociągamy ich do końca. Ale tak to w życiu bywa. Plany planami, a najważniejsze jest, żeby wybierać to, co w danym momencie nam służy. 

Mieliśmy jechać w góry. Niby niedaleko. Jakieś niecałe trzy godziny drogi. Krajobraz, wiadomo, przepiękny. Zmiana otoczenia, odpoczynek dla głowy, wysiłek dla serca i mięśni. Wszystko, czego nam potrzeba. No ale ta droga… Trzy godziny, z których robi się sześć, licząc powrót. Do tego prawdopodobny duży ruch. Migające przez okno pędzące samochody i świat, który za szybko umyka. Pęd i bodźce, których mamy dosyć na co dzień. Czas w samochodzie, mimo, że lubimy ten czas, nie jest tak samo wartościowy jak czas spędzony chociażby w górach, czy w jakimkolwiek miejscu na łonie natury. Przynajmniej dla nas. A my mieszkamy w cudnym miejscu. Za płotem mamy las. W promieniu pół godziny drogi mamy dostępne przecudne miejsca: stare stawy, wały wzdłuż rzeki, jeziora, ścieżkę rowerową przebiegającą w cudnym polno-leśnym terenie. No i ogródek, w którym wygodnie usadowiona na mięciutkim fotelu, mogę czytać książkę lub po prostu się zdrzemnąć. 

Natura nas otacza. Mamy ją na wyciągnięcie ręki. Bez tłumu ludzi. Bez długiej jazdy samochodem. Mamy wszystko, czego potrzebujemy, żeby odpocząć, żeby się zrelaksować, żeby pięknie spędzić czas. Może powiesz, że mam to na co dzień. Że dla organizmu dobrze jest zmieniać otoczenie, poznawać nowe rzeczy. A ja powiem magiczne „to zależy”. Zależy czego potrzebujesz, zależy jakie koszty „wypoczynku” poza domem poniesiesz, i rozumiesz, nie o te materialne chodzi. Zależy czy faktycznie Twoja decyzja, na tak lub nie, jest decyzją Twojego serca, a nie podyktowana trendem jaki panuje w społeczeństwie. I żeby nie przejmować się tym, że możliwe, że zamiast pytania „Jak spędziłaś majówkę?”, dostaniesz pytanie „Gdzie byłaś na majówce?”. Najważniejsze, żeby ta majówka i każda inna sytuacja, była Twoim wyborem, podyktowanym Twoją potrzebą czy marzeniem.

Nasze życie to ciągłe wybory. Ciągłe podejmowanie decyzji. Decyzji tych niewielkich, codziennych i tych, które spektakularnie wpływają na nasze życie. Decyzji, które możemy zmienić, wtedy, gdy czujemy, że taką mamy potrzebę i decyzji raz podjętych i zrealizowanych, których zmienić się nie da. Ale najważniejsze jest, żeby korzystać z naszego prawa wyboru. Żeby zmieniać zdanie, kiedy widzimy, że coś nam nie służy. Żeby być elastycznym w życiu i nie trzymać się raz podjętych wyborów w imię… No właśnie… W imię czego? Na pewno nie w imię dobrego, szczęśliwego i naszego życia.


Życzę nam wszystkim, żebyśmy mieli radość z podejmowanych i zmienianych decyzji.

Asia



PS Moja majówka była taka, jaką potrzebowałam. Zachwycam się czasem, który miałam. Zachwycam się tym, co przeżyłam, jakich doznań dostarczyła mi otaczającą mnie natura i czas spędzony w domu. Zostanie to we mnie na długo. A Ty? Jak spędziłaś majówkę? Czy tak, jak potrzebowałaś? Czy był to Twój czas?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *